23.12.2017

POKOCHAJ SIEBIE: Nie bój się być sobą.

Posty z serii "Pokochaj siebie" to wbrew pozorom także kuracja dla mnie. Piszę je dla Was, ale także dla siebie. Dlatego dziś, przy okazji jako mały "prezent" świąteczny, poruszę kolejny temat odnośnie problematyki dzisiejszego świata - obawa przed byciem sobą.

Pewnie wielu z Was zna te myśli. "Nie powiem im, że słucham k-popu, bo mnie wyśmieją". "Zaśmieję się na ten żart, żeby nie było, że jestem sztywna, bo inni się śmieją". To takie przykłady które może niekoniecznie faktycznie zradzają się w naszych głowach, ale z pewnością nieraz kierują nami w towarzystwie - czy to nowym czy w gronie starych przyjaciół.
Kolejne - "nie ubiorę tego, bo co ludzie pomyślą?", mimo, że gdzieś z tyłu w naszej głowie pojawia się myśl: "Ale to ślicznie wygląda".

cr: persephonespeaks

19.12.2017

Kim Jonghyun.

Cześć.
Wczoraj odszedł od nas Kim Jonghyun, 27-letni wokalista koreańskiego zespołu SHINee. Jonghyun odebrał sobie życie, pozostawiając jedynie wiadomość siostrze.
Zapewne wielu z Was o tym słyszało i tak jak ja, nie może w to uwierzyć. Spotkałam się też z opiniami, że "to śmierć jak śmierć, ludzie umierają i rodzą się nowi". Uważam, że to wcale nie znaczy, że śmierć Jjonga miała być dla nas obojętna. Nawet jeśli go nie znaliśmy, dla wielu był wzorem, dla niektórych po prostu świetnym artystą.
Piszę o tym, ponieważ SHINee, mimo że nie jestem czynną fanką, jest dla mnie bardzo ważne, wiążę z nimi wspaniałe wspomnienia i nie dociera do mnie, że Jonghyun który niegdyś był promykiem w moim życiu, dziś już nie żyje.
Piszę o tym, bo nawet jeśli ten post wywoła u Was łzy, mam nadzieję, że pomoże wylać wszystkie Wasze emocje i poczuć się lepiej.
Ja od wczoraj aż do teraz nie uroniłam żadnej łzy; dopiero gdy to piszę coś we mnie pękło. Już więcej nie usłyszymy jego głosu w nowej piosence i nie zobaczymy jego uśmiechu.

Uważam, że mimo wszystko powinniśmy uszanować jego decyzję. Nie możemy go winić. Osobiście nie znoszę nazywania samobójców tchórzami; to zmęczeni cierpieniem ludzie, którzy chcą je zakończyć. Czasem nie ma wyjścia. Nie znoszę też nazywania ich egoistami, ponieważ osoby, które raniły przyszłych samobójców, same nimi (egoistami) były.

Spodziewałam się, że chłopcy z SHINee pójdą do wojska. Spodziewałam się, że zespół kiedyś się rozpadnie i wszyscy pójdą swoją drogą. Ale nigdy nie spodziewałam się tego.

Miejmy nadzieję, że teraz jest w lepszym miejscu. Natomiast jego rodzinie i przyjaciołom, a także oczywiście fanom, życzę wszystkiego najlepszego i szybkiego przyswojenia sobie tej bolesnej rzeczywistości.




17.12.2017

[#12] Inspirujący Tumblr

To zabawne, że mimo już 4 lat bloga, to dopiero dwunasty post inspiracji z Tumblra ;) Dziś to zbiór swego rodzaju aesthetics, niekoniecznie stricte inspiracje modowe, umieściłam tu rzeczy które mi się spodobały i są w moim stylu. Zawsze wybieram takie perełki, nie lubię serduszkować wszystkiego jak leci, dlatego zdjęć zazwyczaj nie ma wiele, ale za to jestem zadowolona ze swoich wyborów.
Enjoy ♥











Ask ✩ Instagram
Snapchat: milkypinku
Youtube

13.12.2017

KOMUNIKACJA WIZERUNKOWA: innowacyjny kierunek?

Cześć.
Jako, że w Internecie każdy prawo głosu posiada, to pomimo upływu zaledwie jednego semestru roku studenckiego postanowiłam podzielić się z Wami moimi wrażeniami odnośnie kierunku, który studiuję.
Komunikacja wizerunkowa, czyli to, na co trafiłam, była moim drugim wyborem zaraz po psychologii. Dostępna tylko we Wrocławiu (chyba, że coś się zmieniło) kusiła studentów z całej Polski. Ktokolwiek spytałby się mnie czym jest ten kierunek, słysząc odpowiedź miałby na twarzy wypisane wielkie "Co?" i dopytywał "co to tak właściwie jest?". Niestety, za każdym razem dokładnie tak było. I cóż ja mam powiedzieć? Zazwyczaj wszyscy ratujemy się odpowiedzią: "Yyy, no to trochę reklama i marketing, ale nie do końca". Wtedy rozmówca kiwa głową udając, że wie już o co chodzi, i nie kontynuuje tematu. Uff, ratunek.

No to czym jest ta komunikacja wizerunkowa?
Mnie osobiście zainteresowała tym, jak bardzo potrafi skupiać się na social mediach. Komunikacja wizerunkowa generalnie składa się na trzy specjalizacje: branding, communication design i public relations. Najmniejszym powodzeniem cieszy się to ostatnie, i szkoda, sama bym na to poszła, gdybyśmy...mówiąc krótko byli do tego lepiej zachęceni.
Branding, jak sama nazwa wskazuje, skupia się na markach, ich tworzeniu, tym jak ważny jest wizerunek i co się na niego składa. Sama wybrałam tą specjalizację, a z niektórymi wykładowcami jesteśmy na "ty".
Communication design to...po prostu projektowanie komunikacji, ale wcale nie chodzi tu o siedzenie w photoshopie i projektowanie opakowań na papier toaletowy. Chodzi tu o coś więcej, ale jest to tak poplątane, że sama wolę tego nie tłumaczyć.
Public relations to chyba "najpoważniejszy" kierunek tutaj, bo kojarzy się głównie z rzecznikami prasowymi; jak jakiś polityk czy gliniarz coś narobi, to PR-owiec wypina klatę do przodu i ładnymi słowami ich broni. 

Jak wyglądają te studia?
Praktyka, praktyka, praktyka. Mamy aż dwa wykłady, reszta to same ćwiczenia, rozmowy, i tak dalej. Powiem szczerze, że już po pierwszych zajęciach czułam się nieco pewniejsza i odważniejsza, uważam, że poza tym, że to bardzo elastyczny kierunek (to nie tak jak np. z chemią, po której można być tylko nauczycielem; po KW możecie być wszystkim), który pomaga przede wszystkim odnaleźć i ukształtować siebie i swój styl, przygotowuje do wielu zawodów, wcale niekoniecznie tych typowo marketingowych.
Jak do tej pory nie ma nauki. Poważnie, ja jeszcze ani razu nie musiałam wkuwać do niczego. Początkowo mnie to frustrowało, jak to, nie muszę znać niczyjej biografii, dat, pojęć..oczywiście, studia, zwłaszcza zaoczne na których jestem, wymagają samozaparcia i nauki na własną rękę, ale serio - czasami ciężko znaleźć temat, który naprawdę trzeba przekalkulować. Ciekawa i miła odmiana, zwłaszcza, jeśli ktoś nie lubi się uczyć, ja osobiście - nie pogardziłabym.

Jest też bardzo śmiesznie, na niektórych wykładach cytują nam przekleństwa i puszczają głupie filmiki, nie wstawię dowodów, bo jeszcze pójdę siedzieć, ale możecie wierzyć mi na słowo. Wszystko oczywiście w celach naukowych.
Wykładowcy mają fajne podejście do studentów, bardziej jako do kumpli niż jakichś osób niższych rangą. Uwielbiam czas spędzony na uczelni, na takich kierunkach są niemal sami ciekawi ludzie, razem niczego nie rozumiemy (dyskurs mediów to jeden z tych przedmiotów, który zmienia spojrzenie na cały świat). Dodatkowo na stołówce mamy super naleśniczki z bananem, nie można chcieć więcej.

Czy w takim razie wiem, kim chcę być?
Nie, ani trochę. Nawet nie wiem, czy ten branding to był dobry wybór, bo zajęcia są super, ale marzyło mi się od jakiegoś czasu zostanie rzecznikiem prasowym policji. Ale specjalizacje nie różnią się od siebie aż tak super bardzo, więc może kiedyś. Rozważam też studia dzienne na innym kierunku, ale na razie nic więcej nie powiem, bo to na razie czcze gadanie; do października jeszcze daleko.

Powiem Wam szczerze, że cudownie się czuję pisząc na blogu z weny, a nie przymusu. Brakowało mi tego, i dlatego była tu tak duża przerwa. Nie obiecuję, że wrócę do tej wielkiej systematyczności, ale postaram się, zwłaszcza dopóki mój Youtube to telefon postawiony na książce ;)

Jeśli macie jakieś pytania co do studiów i tego kierunku, piszcie śmiało w komentarzach, na IG lub na maila - sandarazxc@gmail.com. 

Do przeczytania♥

Ask ✩ Instagram
Snapchat: milkypinku
Fanpage: KLIK

15.10.2017

POKOCHAJ SIEBIE: Ty to Twoja własna inwestycja.

Czy często zdarza Ci się mieć gorszy humor, czuć się źle samym ze sobą, a może wielokrotnie czujesz zawód z własnego powodu? Może żyje Ci się dobrze ale odczuwasz, że czegoś w Twoim życiu brakuje. Co wtedy robić i jak sobie radzić? Jedyne co mogę zrobić, to przedstawić Wam mój sposób myślenia i podejście, nad którym pracuję - w ten sposób, aby to nastawienie stało się moją ideą i sposobem życia a nie czymś, co muszę sobie przypominać za każdym razem, gdy jestem zdołowana.

Kiedy miewam gorszy okres nieraz powtarzam sobie w myślach - to ze sobą spędzisz całe swoje życie, dlatego to ze sobą musi żyć Ci się najlepiej, to o siebie musisz dbać najbardziej i siebie stawiać na pierwszym miejscu. Oczywiście, nie mówię o byciu snobem i egoistą, ale w każdym z nas powinna tkwić zdrowa ilość tej cechy. To dlatego, że Ty to Twoja własna inwestycja. Wszystko, co zrobisz z myślą o sobie, zaowocuje dla Ciebie w przyszłości. Może to być odcięcie się od toksycznych znajomości, zmotywowanie się do ruszenia z miejsca, przekroczenie swoich stref komfortu, aby się przełamać. Praca nad sobą tak naprawdę jest jedną z najtrudniejszych rzeczy - w końcu jak łatwo jest nam powiedzieć "potem", "będzie lepiej", "może kiedyś", czekać na zbawienie od losu, a jak trudno jest tak właściwie coś zrobić, przejąć inicjatywę i chwycić swoje życie w garść.

Niestety nasz system szkolny nie uczy nas jak wziąć swoje życie w garść i jak coś robić. Jeśli nie zrobią tego nasi rodzice, to tak naprawdę jesteśmy w kropce - o ile sami nie dojdziemy do wniosku, że warto zrobić krok do przodu. Ostatnio trafiłam na post pewnej dziewczyny na Instagramie, która w wieku 18 lat założyła własną firmę ze strojami kąpielowymi. Z pewnością musiała powysyłać swoje projekty w różne miejsca, dzwonić do różnych ludzi, załatwić wiele spraw, aby jej marzenie doszło do skutku. A na dobrą ilu z nas boi/wstydzi się zadzwonić po pizzę? Dlatego moją radą jest, aby przełamywać swoje bariery. Jak to się mówi - poboli chwilę i przestanie. Sama byłam osobą, która bała się odbierać telefony nawet w domu, wstydziłam się i nie chciałam rozmawiać nawet z "dalekimi ciociami, których nigdy nie widzieliśmy na oczy, ale trzeba pogadać". W mojej aktualnej pracy jednak muszę odbierać telefony, nieraz sama je wykonywać, załatwiać przez to wiele spraw; nauczyło mnie to przede wszystkim asertywności i pewnej pewności siebie. Przedtem chyba bym się popłakała myśląc o dzwonieniu do obcych ludzi, z którymi muszę coś załatwić. Dlatego jeśli się czegoś boicie, wyjdźcie ze swojej strefy komfortu i zróbcie to. Możecie osiągnąć sukces, a jeśli się potkniecie - nauczyć na błędach.

Drugą rzeczą jest nie pozwalać się ograniczać. Jeśli chcecie coś robić - róbcie to. Czasem na drodze stoją rodzice, pieniądze, miejsce zamieszkania. Jednak niemal zawsze można znaleźć wyjście lub alternatywę, wystarczy chcieć i poszukać, a dzięki takiemu wysiłkowi będziecie mogli się rozwijać i robić to, w czym czujecie się dobrze.

Dbajcie o siebie. Czasami niepowodzenia i smutki doprowadzają nas do tego, że przestajemy się starać. Nie tylko w życiu, ale i co do własnego wyglądu. Pamiętajcie, że wasz wygląd to nie tylko wasza wizytówka, ale także wasze samopoczucie. Kto nie czuje się lepiej gdy ma czyste włosy, zadbaną cerę, schludne ubranie? Czasami tylko to wystarczy, by oczyścić myśli, poczuć się pewniej i zacząć działać.
Najważniejsze - nie bójcie się sięgać po pomoc. Często lenistwo i brak aktywności w życiu, poczucie beznadziejności i zero ambicji to wynik depresji lub innych zaburzeń psychicznych. Jeśli czujecie, że Wasze samopoczucie trwa zbyt długo, nie radzicie sobie i tak dalej - powiedzcie rodzicom, przyjaciółce, zgłoście się do psychologa. Ci ludzie są od tego, by pomagać. Dlaczego o tym wspominam? Ponieważ depresja to jedna z najbardziej rozpowszechnionych chorób psychicznych i bardzo potrafi zniszczyć życie, zwłaszcza to młode i niedoświadczone.

cr: tumblr

Pamiętajcie. Bądźcie dla siebie najważniejsi. Dbajcie o siebie, a będąc szczęśliwymi, będziecie też w stanie uszczęśliwiać innych.

Do przeczytania :) ♥

Ask ✩ Instagram
Snapchat: milkypinku
Fanpage: KLIK



22.08.2017

Jak zaczęłam swoją przygodę z siłownią?

Cześć! Dziś postanowiłam opowiedzieć Wam trochę, jak zaczęła się moja "fit" przygoda; oczywiście jestem nowicjuszką i nie jestem profesjonalistką, ale uznałam, że pokażę Wam wszystko ze swojej perspektywy.
Sport był w moim życiu od zawsze, w różnej postaci - za dziecka trenowałam karate, w podstawówce byłam w drużynie cheerleaderek, potem pojawiła się jazda konna i tak dalej. Zawsze to lubiłam i nigdy nie miałam większych problemów z aktywnością fizyczną, nawet denerwowało mnie, że tak wiele osób które znałam nie znosiło ruchu i nie miałam z kim dzielić pasji.
W gimnazjum byłam też typem osoby, która wiecznie podjadała - koleżanka śmiała się, że nie możemy spokojnie obejrzeć filmu, bo ciągle chcę jeść ;) Wówczas przy wzroście 158 cm ważyłam prawie 50 kilo, wyglądałam zdrowo, ale wtedy tego nie widziałam - stwierdziłam, że chcę przede wszystkim poprawić wygląd swojego brzucha. Zaczęłam ćwiczyć, jednocześnie nie zwracając kompletnie uwagi na to, co jem - co bardzo, ale to bardzo dużo zepsuło. Schudłam wymarzone 5 kilo, ale właściwie nie zbudowałam mięśni przez nędzne jedzenie, a jedynie straciłam tkankę tłuszczową.
W liceum w końcu zmądrzałam i uznałam, że czas najwyższy przytyć, a przy tym zadbać o swoją figurę, by spełnić swoje marzenie kobiecej sylwetki. Wtedy jak na złość, moja waga zeszła do około 42 kilo. Generalnie nie jestem zwolenniczką wskaźnika BMI czy innych takich bajerów, ale już tylko patrząc na tą liczbę łatwo stwierdzić, że nie była to zdrowa waga.

moja figura przed schudnięciem, żałuję że jej nie doceniałam :(
po schudnięciu, gdy katowałam brzuch

Na przełomie drugiej i trzeciej klasy liceum, po wielu próbach przytycia (oduczyłam się podjadać i miałam problem z jedzeniem odpowiedniej ilości jedzenia) udałam się do dietetyczki, gdzie dowiedziałam się, że mój organizm jest wyniszczony niemal na takim poziomie, jakbym chorowała na anoreksję. No nic, wtedy dostałam ban na siłownię, a dieta miała na celu przede wszystkim uzupełnienie brakujących składników w moim organizmie. Po jakichś dwóch miesiącach powoli odstawiłam dietę, zamieniając posiłki od dietetyczki na inne warianty, co by nie umrzeć z nudów.

14.08.2017

UPDATE : Co u mnie?

Cześć!
Jak może niektórzy z Was wiedzą, już ponad miesiąc temu przeprowadziłam się do Wrocławia - na studia jak i po to, aby znaleźć pracę na czas wakacyjny. Z początku zaczęło się pozytywnie, ale w ostatnich latach jestem wyjątkowo pechową osobą - dlatego też wszystko się posypało. To główny powód mojej kolejnej nieobecności tutaj; nie miałam sił i ochoty na prowadzenie bloga, z wielu powodów było mi bardzo smutno, byłam najsmutniejszą wersją siebie, a tym nie warto się dzielić i przygnębiać i Was.


Piszę to dla Was po 5 godzinach snu, 8 godzinach pracy, godzinie na siłowni i 40 minutach stania w kolejce w Tesco, bo "zamykamy kasy, zapraszamy na kasy samoobsługowe". Nie czuję się zmęczona, ale zdecydowanie czuję, jak z powodu pracy wiele rzeczy z dnia przecieka przez palce. Fakt, że w końcu znalazłam porządne zatrudnienie (nie uważam, żeby wszelkie prace w sklepach czy restauracjach były złe, ale po prostu szukałam czegoś bardziej stałego) nieco podniósł mnie na duchu i mogę do listy niepowodzeń dopisać jakiś plus.
Odkąd tutaj mieszkam wróciłam też na siłownię, po jakimś miesiącu przerwy. Widzę spore zmiany, możliwe, że ta przerwa wręcz mi pomogła i zadziałała lepiej niż najcięższe treningi.
Jestem jeszcze w trakcie ogarniania się czasowo, czyli tak, żebym znalazła w ciągu dnia czas na wszystko co chcę - na siłownię, bloga, śledzenie ciekawostek na Youtube czy Instagramie, na jedzenie, przede wszystkim jedzenie, którego robienie sobie do pracy zajmuje mi wieki, bo jeszcze nie mam wprawy.


Wybieram się na studia zaoczne, pracuję, niedługo jadę na urodziny Hyomin do Łodzi (i mam nadzieję, że będziemy mieć mnóstwo zdjęć ;)). Są więc jakieś pozytywy i mam nadzieję, że będzie chociaż trochę lepiej i że wezmę się za to, co od dawna już planuję - aktywny blog i Youtube.

A teraz - do przeczytania :) ♥


Ask ✩ Instagram
Snapchat: milkypinku
Fanpage: KLIK


14.07.2017

Wojsko w Korei Południowej

Każdy, kto zagłębił się w świat k-popu (lub po prostu interesuje się koreańską kulturą) wie już, że w Korei Południowej każdy obywatel będący mężczyzną ma obowiązek udać się do wojska przed 30. rokiem życia. Tyczy się to zarówno zwykłych obywateli jak i idoli - nieważne czy to aktor czy piosenkarz, póki posiada koreańskie obywatelstwo, ma taką powinność. Jak to jednak - mniej więcej - wygląda? Od razu zaznaczam, że ekspertem w tej kwestii nie jestem - jeżeli ktoś z Was zna ten temat głębiej, zachęcam do pisania innych informacji czy poprawiania mnie w komentarzach ;)

Leeteuk z Super Junior udający się na służbę wojskową

07.07.2017

Recenzja : HADA LABO TOKYO Żel do mycia twarzy



W Rossmanie niedawno pojawiły się kosmetyki japońskiej firmy Hada Labo, gdzie w ofercie znajdziemy przede wszystkim produkty do pielęgnacji skóry - według mnie to świetna okazja, by spróbować azjatyckich kosmetyków, które mają tak dobrą opinię. Sama postanowiłam pokusić się na zakup żelu do mycia twarzy; kupiłam też krem, ale był to prezent dla mamy, więc nie miałam okazji go wypróbować.

Żel do mycia twarzy z Hada Labo ma 150 ml, a przy aplikacji potrzebna jest nam kropelka wielkości ziarnka grochu. Zalecane używanie to dwa razy dziennie, lub według zapotrzebowania naszej skóry. Żel ma postać delikatnej pianki, która w połączeniu z wodą zaczyna się pienić i oczyszczać naszą buzię. Kosmetyk jest bezwonny (nie ma w sobie sztucznych substancji nadających zapach, bo osobiście czuję lekką woń mydła). Zawiera też w sobie kwas hialuronowy, który odpowiedzialny jest między innymi za prawidłowe nawilżenie i ujędrnienie skóry.


Moje obserwacje?
Moja skóra chyba nigdy nie wyglądała tak dobrze bez makijażu. W dodatku widocznie zauważalny jest naturalny połysk, coś do czego dążą przede wszystkim Koreanki i Japonki. Moja skóra na zdjęciu nie jest tłusta ani pokryta rozświetlaczem, to jedynie efekty które zauważyłam odkąd używam tego żelu raz-dwa razy dziennie. Poza tym moja skóra jest nieco jędrniejsza i "twardsza" - ma po prostu więcej życia w sobie ;)


Żel kupiłam w promocyjnej cenie około 20 zł, standardowo kosztuje prawdopodobnie koło 40 zł. Myślę jednak, że cena ta nadal jest całkiem rozsądna, zważywszy na to ile produktu jest nam potrzebne, a jak duża jest tubka. W dodatku efekty są zadowalające bo widać, że żel nie tylko oczyszcza naszą skórę, ale i o nią dba. Dawno nie byłam tak zadowolona z jakiegoś kosmetyku.

Jak powszechnie wiadomo azjatyckie kosmetyki są w większości wypadków rewelacyjne jeśli chodzi o dbanie o cerę, dlatego jeżeli macie okazję i ochotę, zdecydowanie polecam dać tej firmie szansę. Nie mam niestety pojęcia jak kosmetyki dostępne w Rossmanie mają się do różnych typów cery, osobiście mam cerę mieszaną i u mnie sam żel sprawdza się rewelacyjnie.

Mieliście już kiedyś styczność z tą firmą? Może polecacie coś jeszcze?
Do przeczytania~♥


Ask ✩ Instagram
Snapchat: milkypinku
Fanpage: KLIK

03.07.2017

POKOCHAJ SIEBIE: Poznaj siebie.

Samopoznanie się to tak naprawdę klucz do tego, by siebie zaakceptować. To trudna rzecz, przeanalizować swój charakter, zachowanie i wiedzieć, co sobą reprezentujemy. Nie znając siebie możemy czuć się zagubieni, niepewni, dlatego moim zdaniem, wnioskując z własnego doświadczenia uważam, że warto czasem usiąść i nad tym pomyśleć, zrobić sobie listę lub po prostu poukładać pewne rzeczy w głowie i wyznaczyć sobie cele. Co prawda, poznajemy samych siebie całe życie, jednak w pewnym jego momencie mamy już na tyle wykształtowaną osobowość, że można śmiało dostrzec wiele swoich cech. Wtedy wiemy nad czym pracować, co możemy zmienić, a co w nas jest fajne i dobre.

Co to znaczy "poznać siebie"?
To przede wszystkim świadomość tego w co się wierzy, jakie ma się przekonania, co nami kieruje, ale także nieco prostsze rzeczy, jak nasze cechy charakteru, charakterystyczne zachowania. Przykładowo, swego czasu zaważyłam, że zbyt często mam nijakie zdanie na jakiś temat - często ulegałam opiniom innym, bo sama nie znałam danego tematu. Postanowiłam to zmienić i gdy poznaję nowe zagadnienia czy sytuacje - robię rozeznanie na własną rękę i wtedy wyrabiam sobie własną opinię. Jasne, nie w każdym temacie to jest możliwe, ale chciałam dać przykład jak można zauważyć pewne potencjalnie złe cechy i pracować nad nimi, aby - dla samego siebie - dokształcić swój charakter.
Bardzo ważnym aspektem jest jednak dostrzeżenie także dobrych cech. Nie wszystkie są z góry oceniane jako te lubiane przez innych - to już wasza wola, co postanowicie uznać za cechy które w sobie lubicie a cechy, które chcecie zmienić. Nie można jednak odwracać kota ogonem i doszukiwać się w sobie samego zła - każdy ma walory, które są pozytywne i warto je dostrzec i polubić. Jesteś miła? Super, szczera? To się ceni, chociaż niektórzy szczere osoby postrzegają jako te wredne. Najważniejsze, żeby samemu "stworzyć" siebie takiego, jakim chce się być, bo jestem zdania, że zawsze warto się dokształcać, polepszać i zmienianie negatywnych cech nie jest wcale zmienianiem się w innego człowieka.


cr: helenedelmaire

06.06.2017

Za czym tęsknię w k-popie?

Siedzę w kpopie już 6 lat. Wiadomo, człowiek z wiekiem wiele zaczyna rozumieć i czasami nie jest już tak podekscytowany tym samym, co kiedyś. Mimo to sentyment do wielu rzeczy pozostaje i przykro mi patrzeć, jak wiele się zmienia, jak znika wszystko to, co tak bardzo lubiłam. Myślę, że wiele osób znające hallyu dłużej niż 2-3 lata doskonale wie, co mam na myśli.

Swego czasu najpopularniejsze i najlepsze zespoły się rozpadają - Sistar, 2NE1, Wonder Girls, T-ara, MBLAQ, 4Minute.

Nie każdego zespołu byłam fanką, ale wiele z nieistniejących już zespołów znałam, lubiłam słuchać ich nowych singli, byłam ciekawa co nowego stworzyli. Wymieniłam tylko przychodzące mi pierwsze na myśl zespoły, a było ich wiele więcej. To oczywiste, że każdy zespół ma swój czas, ale jednak ten sentyment sprawia, że myśl, iż nigdy nie usłyszy się już ich nowej piosenki, jest przykra.

Sulli z f(x)

31.05.2017

Sztuczne rzęsy: PRZEDŁUŻANE VS DOKLEJANE

Długie rzęsy to od wieków ogromny atut - powiększają oko, nadają twarzy delikatności i kobiecości. Jak wiadomo, nie każdego natura obdarzyła pięknymi i długimi rzęsami, ale kobieta zawsze znajdzie rozwiązanie - tak oto dzisiaj mamy nie tylko różnorakie odżywki do rzęs, ale także sztuczne, doklejane rzęsy oraz przedłużane, dodatkowo posiadające szeroki wachlarz wyborów - metody 1:1, 2:1, 3D... Ale co wybrać, jeśli chcemy już pokusić się na taki krok?

Stąd dzisiaj przedstawię Wam krótko i treściwie plusy i minusy obu tych metod, bo sama miałam okazję wypróbować obu w przeciągu pół roku.


Przedłużane


Doklejane

Przedłużane:                                                                           Doklejane:
- cena: od ok. 100 zł                                                                     + cena: nawet od 10 zł
- po ich wykonaniu należy uważać                                          + możemy ściągnąć je kiedy tylko
przy zmywaniu makijażu                                                         chcemy
+ nie widać, że są sztuczne, przynajmniej                              - trzeba dobrze je przykleić, żeby
nie na pierwszy rzut oka                                                           nie odklejały się i wyglądały wiarygodnie                                                                                                    
+ wystarczy je przeczesywać, tuszowanie                               - trzeba je myć z kleju i tuszu, który jest
jest zbędne                                                                              potrzebny, żeby stopiły się z naszymi naturalnymi rzęsami
- gdy wypadają, wyglądają nieestetycznie                              - wymagają kleju, aby ich używać
- to inwazyjna metoda, która może zniszczyć                         + żywotność wynosi około pół roku lub i więcej                                                                                       nasze rzęsy (moje odrosły normalnie)                    + istnieje ogromny wybór wśród doklejanych rzęs
- żywotność to około 2-3 tygodnie
- gdy już je zrobimy, nie możemy ot tak zmienić
sobie metody ich wykonania


Osobiście mój wybór padł na doklejane rzęsy z dwóch powodów - szkoda mi moich rzęs oraz pieniędzy na uzupełnienie ich co miesiąc. Gdybym nie miała co robić z pieniędzmi, to zapewne pokusiłabym się o przedłużane rzęsy, bo wtedy nawet bez makijażu, wstając rano, wyglądamy świeżo i po prostu lepiej. Na razie jednak wybrałam te doklejane, i co prawda sama sztuka ich zakładania na początku sprawia trochę kłopotu, to myślę że kilka tutoriali na Youtube i trochę praktyki wystarczy ;)
Przedłużane rzęsy mają ten minus, że wypadają nam nasze rzęsy i musimy poczekać potem, aż odrosną. Bałam się trochę, że zostanę "łysa" na oku, ale na szczęście urosły mi takiej samej długości jak przed zabiegiem.

Osobiście polecam którąkolwiek z tych metod osobom, które lubią zabawę wizerunkiem, lub chcą zmienić coś w swojej aparycji, bo na przykład z natury mają krótkie rzęsy.

Podobają się Wam sztuczne rzęsy? Którą metodę wolicie? A może preferujecie naturalność? 

Ask ✩ Instagram
Snapchat: milkypinku


28.05.2017

POKOCHAJ SIEBIE: Zamień kompleksy w swoje atrybuty.


Chyba każdy ma coś, czego w sobie nie lubi. W świecie, w którym wygląd odgrywa kluczową rolę, niemożliwym jest, by nie przejmować się swoją aparycją. Bo to, jakie ktoś odda pierwsze wrażenie, jak ktoś ubiera się, maluje, jak gestykuluje i jak prezentuje się w całości sprawia, że postrzegamy tą osobę na różne sposoby, dobre bądź złe, mamy o niej pozytywne lub negatywne zdanie już na podstawie samej prezencji. Mamy tendencję do oceniania człowieka na podstawie wyglądu, i chociaż nie powinno oceniać się książki po okładce, to jednak najwidoczniej leży to w naszej naturze.
Do tego dochodzi fakt, że media narzucają nam nowe trendy, jak kto ma wyglądać - pamiętam, że jeszcze 2 lata temu była moda na szczupłe czy wręcz chude dziewczyny, tennis skirts, chokery i koszulki z naszywką kosmity. Teraz trendem są krągłe kształty, ostro zarysowane brwi i pełne usta.
Zapominamy, że każdy z nas rodzi się inny, każdy z nas ma inne geny, inne predyspozycje. Oczywiście, trendy są po to by móc też poznać siebie, zobaczyć w czym czujemy się najlepiej i próbować nowych rzeczy, ale trzeba pamiętać, aby się w tym nie zgubić i robić wszystko z głową.

Wracając do głównego tematu tego postu, panujące trendy często wpędzają nas w kompleksy, lub powiększają te już istniejące. Wiele rzeczy nie lubimy w sobie już od wczesnego dzieciństwa, a z wiekiem albo się przyzwyczajamy, albo popadamy w coraz większą paranoję na temat danej cechy, której nie lubimy. Pytanie, które należy sobie zadać, jest proste - czy warto marnować czas na użalanie się nad jedną rzeczą, która nam przeszkadza i tracić radość z życia? Często najprostszym sposobem na "zapomnienie" o naszych wadach, jest podkreślenie naszych atutów. Jeśli uważacie, że takowych nie macie - to żebyście się nie zdziwiły ;). Idźcie spytać mamy, taty, brata, koleżanki. Jeśli Wy nie widzicie swoich pozytywnych cech, to niech inni Wam je pokażą.
Czasami wystarczy inaczej pomyśleć o swoim kompleksie, rzucić na to inne światło. Długi nos? Ale przynajmniej prosty. Małe usta? Zawsze można je ładnie uwydatnić kredką, która subtelnie  je uwydatni, a nadal będą delikatne. Trądzik? Wizyta u dermatologa, dobra dieta, kosmetyki i z tego też da się wyjść. Mi samej wiele kompleksów udało się zamienić w zalety bądź po prostu w cechy, które już mnie tak nie obchodzą. Trzeba zdać sobie sprawę, że bardzo dużo można zmienić, wiele trzeba zaakceptować i polubić, trzeba - bo mamy czuć się dobrze we własnej skórze :) Poza tym często jest tak, że inni ludzie nie dostrzegają naszych "wad", póki sami nie zwracamy na nie uwagi. Stąd sama nigdy nie mówię o swoich kompleksach - jeśli inni nie będą o nich wiedzieć, to całkiem możliwe, że ich nie zauważą ;)

Ważne jest, żeby pamiętać, że nie żyjemy życiem innych, ani nigdy nie znajdziemy się w ich ciele. Często zazdrość i widok pięknych sylwetek czy twarzy nas dodatkowo dołuje, ale często zapominamy, że my też możemy być "ideałem" dla kogoś - bo każdemu podoba się coś innego, a my mamy swoje ciało, które możemy ulepszyć (mówię o całości, nie jedynie o sylwetce) po swojemu, w granicach naszych możliwości. Przykładowo wiem, że nigdy nie osiągnę pięknych szerokich bioder, bo to zwyczajnie rola kości, których nie zmienię, ale mogę zawsze pracować nad nabraniem wagi, co zaokrągli moje biodra (kiedyś dzięki dodatkowym 5 kilogramom miałam w biodrach o kilka centymetrów więcej, co jest chyba logiczne). Zawsze jest wyjście, wystarczy spojrzeć na siebie obiektywnym okiem. Bo dlaczego mamy być dla siebie okrutni?

Na drodze do polubienia i zaakceptowania siebie spotkacie dni, gdy będziecie mieć doła, gdy będzie Wam smutno lub gdy uznacie, że to niemożliwe. To normalny etap, który trzeba dzielnie przejść i starać się, aby pozytywne i budujące myślenie wróciło. Najważniejsze jest, abyście nie porównywali się do innych, bo zamiast sobie pomóc, tylko wkopujecie się w większe kompleksy i smutki. A chyba nie o to chodzi, prawda?
Czasem warto wyłączyć Instagrama, Tumblr, spojrzeć w lustro i pomyśleć - biorę się za siebie i swoją samoakceptację, nie patrząc na wyfotoszopowane ideały z Internetu.

Życzę powodzenia każdemu, kto podejmie się walki ze samym sobą - bo tak naprawdę o to tu chodzi. I nie mówię tu tylko o wyglądzie, ale także o naszych charakterach czy problemach w życiu. Stąd też pytanie, czy chcecie podobny post, ale poświęcony osobowości? W końcu nie tylko wygląd może być naszym kompleksem i nie tylko nad nim warto pracować.

Czułam się niekomfortowo gdy zapuszczałam grzywkę, miałam wrażenie, że robię dziwne miny, ale z czasem przyzwyczaiłam siędo odkrytego czoła i widocznych brwi ;) 


Ask ✩ Instagram
Snapchat: milkypinku

03.05.2017

Dla gimnazjalistów: Moja opinia na temat biol-chemu

Cześć!
Kilka osób poprosiło mnie, żebym podzieliła się swoją opinią na temat profilu biologiczno-chemicznego w liceum. Rzecz jasna, wszystko zależy od szkoły, nauczycieli i Was samych - stąd wszystko, co tu napiszę, to subiektywna opinia i jedynie moje własne odczucia. Nie wiem czy pisanie osobnego postu w tym celu ma sens, no ale - przynajmniej nigdzie się nie zgubi, a Wam być może się przyda.
Idąc na ten profil wiedziałam tyle, że nie chcę iść na humana i tyle, że lubię biologię człowieka. W gimnazjum z chemią też radziłam sobie nieźle. Z matematyki byłam noga, dupa, pięta Achillesa, wszystkie najgorsze przysłowia i frazeologizmy razem...A czekała mnie rozszerzona. Nie bałam się jednak tego, bo jestem takim człowiekiem, że nie ma w mojej głowie "nie umiem", tylko "poradzę sobie i się nauczę".
No i sobie poradziłam - na rozszerzeniu, z korepetycjami raz w tygodniu i własnym zapałem, co roku kończyłam z czwórką na koniec. Jednak pomijając to, pewnie chcecie wiedzieć, czy biologia i chemia to faktycznie takie piekło i wydrapywanie sobie oczu?
Jeśli planujecie iść na medycynę bądź coś związanego z kierunkami medycznymi - tak, to będzie piekło, jeżeli nie jesteście stworzeni do nauki takich rzeczy i do przyswajania tylu różnych pojęć. Uczycie się wszystkiego, od budowy poszczególnych tkanek roślinnych po hormony wydzielane przez każdy gruczoł w waszym organizmie. Mi osobiście wszelkie tematy dotyczące roślin wychodziły z głowy godzinę po nauce, nie umiałam tego przyswoić choćbym nie wiem ile nad tym siedziała. Z człowiekiem było łatwiej, bo zwyczajnie to lubię, ale nadal - uczycie się to coraz bardziej szczegółowych rzeczy. Nie mniej jednak jeżeli nie celujecie w tak trudne kierunki, jeżeli chcecie po prostu całkiem dobrze zdać przedmiot - nie ma tragedii, aczkolwiek to też zależy od tego, jak nauczyciel ocenia i jakie ma wymagania.
Co do chemii, ja z chemią miałam problem przez 3 lata może 3-4 razy, przy działach pokroju termochemia czy tych związanych z fizyką. Chemię trzeba rozumieć, tutaj nie ma takiego ogromu teorii jak z biologii, są rzeczy banalne, oczywiste i rzeczy trudne, obliczeniowe. Systematyczność daje naprawdę dużo, a z każdym problemem można iść do nauczyciela.

Jeśli nie jesteście typowymi językowcami/humanistami, myślę że warto pokusić się na ten kierunek, jeżeli nie jesteście pewni swojej przyszłości. Daje to zawsze szanse na lepszą decyzję przed studiami, bo biologii rozszerzonej po humanie nie zdacie ;) Chyba, że ktoś uczy się od 1 klasy samodzielnie w domu, ale gdzie tu sens.

Powodzenia w wyborze szkoły jak i kierunku, pamiętajcie, że profil w liceum nie decyduje w 100% o całej waszej przyszłości, także bez zmartwień!

Ask ✩ Instagram
Snapchat: milkypinku

ja młodsza o jakieś 2 lata stresu </3


15.04.2017

SERIA: Pokochaj siebie!


Cześć!
Przerwa od bloga zdecydowanie była mi potrzebna - musiałam zregenerować siły, nabrać ochoty i nowych pomysłów na posty. Bądź co bądź, wpisy nadal nie będą się pojawiały regularnie - dopóki nie będę po maturach. Jednak pamiętam o Was cały czas - nie myślcie sobie, że nie! W dodatku przychodzę do Was z kolejną nowością, której na pewno będę się trzymać.
Jak może wiecie, interesuję się psychologią. Uważam, że to naprawdę trudna dziedzina - w końcu jeżeli mamy złamaną kość wystarczy ją usztywnić gipsem, natomiast jeśli problem siedzi w głowie, jego rozwiązanie nie jest już takie łatwe. Tak samo samoocena i pojęcie o samym sobie pochodzi z naszego mózgu - jeżeli ktoś cierpi na tzw. social anxiety czy depresję, jest bardziej podatny na impulsy z otoczenia, które przekazują mu jasną "informację", że ten ktoś jest gorszą osobą niż reszta. Oczywiście, również osoby w pełni zdrowe mogą mieć zaniżoną samoocenę - mogę się założyć, że co druga czy trzecia osoba czytająca teraz te słowa, sama zdaje sobie sprawę z tego, jak nisko siebie postrzega. Problem niskiego poczucia wartości tyczy się w większości kobiet - mogę to stwierdzić bez bycia ekspertem w tej dziedzinie. To nam (w dużej mierze) media narzucają to, jak mamy wyglądać, co robić i jak się zachowywać, aby być na topie. Tysiące dziewcząt podąża za modą, tyle, że moda jak to moda - co chwilę ulega zmianom.
W takim procesie bardzo łatwo zatracić siebie, bo ciągle podążamy za tym, co najmodniejsze, zupełnie nie dopatrując się w tym sensu czy swoich wartości. Gubimy siebie, i sama siebie na tym złapałam - dlatego teraz piszę dla tych, którzy mają ten problem i nie widzą go, bądź widzą i nie wiedzą, jak z tym walczyć. Jak na nowo poznać siebie, jak polubić siebie taką jaką się jest a nie taką, jakiej chcą nas media.
Z tego powodu postanowiłam zacząć serię postów na temat samodoskonalenia - jak już mówiłam, nie jestem żadnym znawcą, nikim wykształconym w tym kierunku - ale na bazie własnego doświadczenia, własnych przemyśleń czy opinii, będę waszą "dobrą przyjaciółką", która postara się Wam doradzić i pokierować trochę na dobry tor, na drogę w kierunku samoakceptacji i kochania siebie. Sama miałam w tej kwestii "efekt jojo" - kiedyś akceptowałam siebie i byłam pewną dziewczyną, później moja samoocena dramatycznie spadła, a teraz - znowu się podnosi, a to wszystko dzięki zmianie myślenia, która okazuje się być kluczowa do postawienia kroku w przód.
Mam nadzieję, że razem ze mną będziecie podnosić swoje samooceny, pielęgnować miłość do samych siebie i stawiać sobie nowe wyzwania, a wszystko to z jednego, prostego powodu:

Jesteście sami ze sobą od kołyski aż po grób i to ze sobą spędzicie całe życie.

Każdy post z tej serii poświęcę innej tematyce i innemu problemowi - mam nadzieję, że będziecie ich wyczekiwać równie bardzo jak ja :)

Do przeczytania! ♥

Ask ✩ Instagram
Snapchat: milkypinku

26.03.2017

[#11] Inspirujący Tumblr

Ostatnimi czasy rzadko zaglądam nawet na Tumblr. Łatwiej i szybciej jest mi przeglądać Instagrama, ale mimo to - wolę trzymać się dodawania tumblrowych postów ;) Ciężko czasem znaleźć prawdziwe perełki, z którymi chciałabym podzielić się i z Wami - staram się nie wstawiać byle czego tylko to, co naprawdę mi się spodobało i co może spodobać się Wam. Nie przedłużając - dzisiaj garstka nieco wiosennych inspiracji!


Dani obserwuję na Instagramie (@arrestthisgal), często podobają mi się jej outfity a to jeden z tych, które mnie ostatnio zauroczył. Prosty, z akcentem różu i wygodny.

09.03.2017

Piosenki, które podnoszą na duchu

Muzyka ma różny przekaz, ludzie różnie ją interpretują i w rożnych celach jej używają - do tego jest stworzona. Osobiście jestem otwarta i dla mnie muzyka wcale nie musi mieć przekazu - ile jest świetnych hitów, do których można potańczyć! Istnieje jednak wiele piosenek, które swoim tekstem, w połączeniu z odpowiednim brzmieniem, potrafią podnieść nas na duchu, zmotywować do działania czy wpuścić w nas trochę wiary w siebie. Czasami wystarczy muzyka, aby wyjść z doła. Podzielę się z Wami tymi piosenkami, które dokładnie tak działają na mnie - jednak bardziej niż na samym brzmieniu skupię się na tekście.

♥ Maroon 5 "Don't Wanna Know"



Piosenka co prawda opowiada o rozstaniu, ale jak dla mnie jest pomocna wtedy, gdy myślę o dawnych znajomych. Pomaga mi przekonać samą siebie, że nie interesują mnie już te stare, nieraz toksyczne znajomości, niewiedza czasem bywa lepsza niż nagminna ciekawość.

♥ Selena Gomez & Kygo "It ain't me"



Czasami, gdy nasze relacje z innymi nie są najlepsze, możemy czuć się winni nawet, gdy nie jest to nasza wina. Tekst tej piosenki ma, jak dla mnie wydźwięk - "kto to dla ciebie zrobi, jeżeli nie ja?". Jeżeli staramy się być jak najlepszymi przyjaciółmi dla innych, nie mamy powodów, by czuć się winnymi. Trzeba znać swoją wartość, a nasze dobre gesty powinny być doceniane, aby relacja była zdrowa. W przypadku toksycznych przyjaźni warto powiedzieć, tak jak w piosence - osobą będącą przy tobie nie będę już ja.

BTS "A Supplementary Story: You Never Walk Alone"



Nieraz możemy czuć się samotni, bezsilni i do niczego. Ludzie mają tendencje do powątpiewania w siebie. Zapominamy jednak, że mamy rodzinę, znajomych, czasami rodzina to jedyni przyjaciele, czasem przyjaciele to jedyna rodzina. Trzeba doceniać obecne, trwające przy nas osoby, a zamiast dołować się - wziąć sprawy w swoje ręce. Jak to w piosence - czołgaj się, idź, biegaj. Ale zawsze dąż do celu.

04.03.2017

BTS "WINGS: You Never Walk Alone"



13 lutego BTS powrócili z repackage'm swojego albumu Wings, o nazwie "You Never Walk Alone". Tak jak Wings, album zawiera 14 piosenek + cztery dodatkowe: "Spring Day", "Not Today", "Outro: Wings" i "A Supplementary Story: You Never Walk Alone". Bardzo podoba mi się przekaz tej ostatniej, dlatego wszystkich chętnych zachęcam do zapoznania się z tłumaczeniem.
Album ukazał się w dwóch wersjach, które różnią się okładką i zdjęciami, a w środku znajdziemy, jak zawsze, kartę - w preorderze otrzymuje się również standie.


25.02.2017

DRAMA: To The Beautiful You


Obejrzenie tej dramy zajęło mi...długo. Niby fajna, ale jednak oglądanie jej było czasami męczące. Ostatecznie zmotywowałam się do tego, żeby skończyć ją oglądać ;)

Tytuł: To The Beautiful You / For You in Full Blossom
Oryginalny tytuł: 아름다운 그대에게 (Areudaun Geudaeege)
Gatunek: Komedia romantyczna
Rok wydania: 2012
Ilość odcinków: 16
Główni bohaterowie: Goo Jae Hee (Sulli), Kang Tae Jun (Choi Minho)

Cała drama koncentruje się na Goo Jae Hee - dziewczynie która, udając chłopaka, przylatuje do Korei i zapisuje się do szkoły dla osobników płci męskiej. Wszystko dlatego, aby zobaczyć jak jej idol - Kang Tae Jun - ponownie skacze w zawodach w skoku o tyczce. Przez całą dramę jesteśmy świadkami różnych przygód dziewczyny i jej przyjaciół - min. Cha Eun Gyeola, który obawia się, że jest zakochany w "chłopaku" czy przeciwnika Tae Juna, który próbuje już na zawsze zaprzepaścić karierę chłopaka. Czy dziewczynie uda się ukryć swoją płeć? Tego dowiemy się jedynie oglądając.

Z początku dosyć sceptycznie podchodziłam do tej dramy i rzadko kiedy udawało się jej mnie wciągnąć. Zdecydowanie zbyt naciągany jest dla mnie fakt, że nikt nie dostrzegł płci Sulli, jednak mimo wszystko oglądało się przyjemnie, chociaż niektóre sceny nieco się dłużyły.

Plusy: 
+ Oprawa muzyczna
 + Ładnie ukazane sceny

Minusy: 
- Niektóre sceny się przeciągały
- Lekko naciągany wątek, niewiarygodne sytuacje mimo realnej fabuły dramy (tj. brak jednorożców i supermana).

 Moja ocena:



Ask ✩ Instagram

22.02.2017

[RECENZJA] Too Faced "Sweet Peach"


Sweet peach już w zeszłe wakacje była ogromnym fenomenem - paleta była limitowana, w krótkim czasie była wyprzedana. Too Faced postanowiło jednak nie tylko przywrócić paletę już na stałe, ale stworzyła całą kolekcję brzoskwiniowych kosmetyków - rozświetlacze, pomadki, róże. Dzisiaj skupimy się jednak tylko na palecie, którą dostałam w prezencie na urodziny od Zochy, Julki i Jung (post o spotkaniu z pierwszymi dwoma wspomnianymi dziewczynami: KLIK). Byłam właśnie jedną z osób, która spóźniła się na zakup tej palety, dlatego baaardzo się ucieszyłam, gdy dziewczyny mi ją podarowały ♥


Opakowanie jest identyczne jak w przypadku pozostałych czekoladek - metalowe, a do pudełka załączona jest karteczka z propozycjami makijaży (które są zawsze totalnie basic i brzydkie, to tylko moja opinia). Jednak tym razem w palecie znajdziemy 18 cieni, a nie tak jak w przypadku niektórych palet Too Faced - 16, przy czym dwa są większe i grają zazwyczaj rolę rozświetlacza i bazy.

17.02.2017

Szwecja

10 lutego, godzina 10, lotnisko w Katowicach - przede mną pierwszy w życiu lot samolotem. Co prawda tylko godzinny, ale podekscytowanie i tak jest, strachu zero, chociaż widzę kilku potencjalnych terrorystów. Moim celem była Szwecja - leciałam odwiedzić na tydzień przyjaciółkę, z którą znam się od ponad 8 lat, a widziałyśmy się na żywo tylko raz.


Wylądowałam w Malmö po godzinie dwunastej. Stamtąd Aleks odebrała mnie razem z mamą - i zaczął się nasz wspólny tydzień.
Właściwie codziennie odwiedzałyśmy różne miejsca - nawet jak tylko na chwilę, bo do wielu miejsc miałyśmy blisko. Najpierw miałam okazję zwiedzić jej małe miasto, kolejnego dnia wybrałyśmy się do Kristianstadu do muzeum i galerii.


03.02.2017

Moje 19-naste urodziny z Jirin i Hyomin

Cześć!
Na swoje dziewiętnaste urodziny postanowiłam zaprosić do siebie Zochę i Julkę, czyli Jirin i Hyomin, bo dziewczyny miały ferie, a urodziny chciałam spędzić w fajnym gronie. Przyjechały do mnie 19 stycznia, odebrałam je z dworca (muszę nauczyć się parkować równolegle) i pojechałyśmy do mnie, gdzie przygotowałam im obiad ze swojej diety, bo co się będę. Dzień ich przyjazdu był spokojny, bo wszystkie byłyśmy zmęczone - zrobiłyśmy spożywcze zakupy i oglądałyśmy "Pięćdziesiat twarzy Greya" ;) 



W piątek wybrałyśmy się na moją przedstudniówkową próbę poloneza, a wieczorem poszłyśmy do mojej starej pracy coś zjeść i napić się piwa w babskim towarzystwie. Dziewczynom tak spodobało się miejsce, że urządziły sobie sesję zdjęciową ;)



01.02.2017

[RECENZJA] Urban Decay "Naked 3"



Paletę Naked 3 z Urban Decay dostałam już rok temu na urodziny, ale dopiero niedawno kilka osób zaproponowało, żebym zrobiła recenzję tej palety. Naked 3 to jedyna paleta z tej serii, która mi się podoba - chyba nic dziwnego, skoro kocham różowy kolor. Miałam też okazję porównać ją z "podróbką" z Makeup Revolution, ale że nie mam zdjęć, to na ten temat nie będę się rozpisywać i skupię się na samej palecie.