22.08.2017

Jak zaczęłam swoją przygodę z siłownią?

Cześć! Dziś postanowiłam opowiedzieć Wam trochę, jak zaczęła się moja "fit" przygoda; oczywiście jestem nowicjuszką i nie jestem profesjonalistką, ale uznałam, że pokażę Wam wszystko ze swojej perspektywy.
Sport był w moim życiu od zawsze, w różnej postaci - za dziecka trenowałam karate, w podstawówce byłam w drużynie cheerleaderek, potem pojawiła się jazda konna i tak dalej. Zawsze to lubiłam i nigdy nie miałam większych problemów z aktywnością fizyczną, nawet denerwowało mnie, że tak wiele osób które znałam nie znosiło ruchu i nie miałam z kim dzielić pasji.
W gimnazjum byłam też typem osoby, która wiecznie podjadała - koleżanka śmiała się, że nie możemy spokojnie obejrzeć filmu, bo ciągle chcę jeść ;) Wówczas przy wzroście 158 cm ważyłam prawie 50 kilo, wyglądałam zdrowo, ale wtedy tego nie widziałam - stwierdziłam, że chcę przede wszystkim poprawić wygląd swojego brzucha. Zaczęłam ćwiczyć, jednocześnie nie zwracając kompletnie uwagi na to, co jem - co bardzo, ale to bardzo dużo zepsuło. Schudłam wymarzone 5 kilo, ale właściwie nie zbudowałam mięśni przez nędzne jedzenie, a jedynie straciłam tkankę tłuszczową.
W liceum w końcu zmądrzałam i uznałam, że czas najwyższy przytyć, a przy tym zadbać o swoją figurę, by spełnić swoje marzenie kobiecej sylwetki. Wtedy jak na złość, moja waga zeszła do około 42 kilo. Generalnie nie jestem zwolenniczką wskaźnika BMI czy innych takich bajerów, ale już tylko patrząc na tą liczbę łatwo stwierdzić, że nie była to zdrowa waga.

moja figura przed schudnięciem, żałuję że jej nie doceniałam :(
po schudnięciu, gdy katowałam brzuch

Na przełomie drugiej i trzeciej klasy liceum, po wielu próbach przytycia (oduczyłam się podjadać i miałam problem z jedzeniem odpowiedniej ilości jedzenia) udałam się do dietetyczki, gdzie dowiedziałam się, że mój organizm jest wyniszczony niemal na takim poziomie, jakbym chorowała na anoreksję. No nic, wtedy dostałam ban na siłownię, a dieta miała na celu przede wszystkim uzupełnienie brakujących składników w moim organizmie. Po jakichś dwóch miesiącach powoli odstawiłam dietę, zamieniając posiłki od dietetyczki na inne warianty, co by nie umrzeć z nudów.

14.08.2017

UPDATE : Co u mnie?

Cześć!
Jak może niektórzy z Was wiedzą, już ponad miesiąc temu przeprowadziłam się do Wrocławia - na studia jak i po to, aby znaleźć pracę na czas wakacyjny. Z początku zaczęło się pozytywnie, ale w ostatnich latach jestem wyjątkowo pechową osobą - dlatego też wszystko się posypało. To główny powód mojej kolejnej nieobecności tutaj; nie miałam sił i ochoty na prowadzenie bloga, z wielu powodów było mi bardzo smutno, byłam najsmutniejszą wersją siebie, a tym nie warto się dzielić i przygnębiać i Was.


Piszę to dla Was po 5 godzinach snu, 8 godzinach pracy, godzinie na siłowni i 40 minutach stania w kolejce w Tesco, bo "zamykamy kasy, zapraszamy na kasy samoobsługowe". Nie czuję się zmęczona, ale zdecydowanie czuję, jak z powodu pracy wiele rzeczy z dnia przecieka przez palce. Fakt, że w końcu znalazłam porządne zatrudnienie (nie uważam, żeby wszelkie prace w sklepach czy restauracjach były złe, ale po prostu szukałam czegoś bardziej stałego) nieco podniósł mnie na duchu i mogę do listy niepowodzeń dopisać jakiś plus.
Odkąd tutaj mieszkam wróciłam też na siłownię, po jakimś miesiącu przerwy. Widzę spore zmiany, możliwe, że ta przerwa wręcz mi pomogła i zadziałała lepiej niż najcięższe treningi.
Jestem jeszcze w trakcie ogarniania się czasowo, czyli tak, żebym znalazła w ciągu dnia czas na wszystko co chcę - na siłownię, bloga, śledzenie ciekawostek na Youtube czy Instagramie, na jedzenie, przede wszystkim jedzenie, którego robienie sobie do pracy zajmuje mi wieki, bo jeszcze nie mam wprawy.


Wybieram się na studia zaoczne, pracuję, niedługo jadę na urodziny Hyomin do Łodzi (i mam nadzieję, że będziemy mieć mnóstwo zdjęć ;)). Są więc jakieś pozytywy i mam nadzieję, że będzie chociaż trochę lepiej i że wezmę się za to, co od dawna już planuję - aktywny blog i Youtube.

A teraz - do przeczytania :) ♥


Ask ✩ Instagram
Snapchat: milkypinku
Fanpage: KLIK


14.07.2017

Wojsko w Korei Południowej

Każdy, kto zagłębił się w świat k-popu (lub po prostu interesuje się koreańską kulturą) wie już, że w Korei Południowej każdy obywatel będący mężczyzną ma obowiązek udać się do wojska przed 30. rokiem życia. Tyczy się to zarówno zwykłych obywateli jak i idoli - nieważne czy to aktor czy piosenkarz, póki posiada koreańskie obywatelstwo, ma taką powinność. Jak to jednak - mniej więcej - wygląda? Od razu zaznaczam, że ekspertem w tej kwestii nie jestem - jeżeli ktoś z Was zna ten temat głębiej, zachęcam do pisania innych informacji czy poprawiania mnie w komentarzach ;)

Leeteuk z Super Junior udający się na służbę wojskową

07.07.2017

Recenzja : HADA LABO TOKYO Żel do mycia twarzy



W Rossmanie niedawno pojawiły się kosmetyki japońskiej firmy Hada Labo, gdzie w ofercie znajdziemy przede wszystkim produkty do pielęgnacji skóry - według mnie to świetna okazja, by spróbować azjatyckich kosmetyków, które mają tak dobrą opinię. Sama postanowiłam pokusić się na zakup żelu do mycia twarzy; kupiłam też krem, ale był to prezent dla mamy, więc nie miałam okazji go wypróbować.

Żel do mycia twarzy z Hada Labo ma 150 ml, a przy aplikacji potrzebna jest nam kropelka wielkości ziarnka grochu. Zalecane używanie to dwa razy dziennie, lub według zapotrzebowania naszej skóry. Żel ma postać delikatnej pianki, która w połączeniu z wodą zaczyna się pienić i oczyszczać naszą buzię. Kosmetyk jest bezwonny (nie ma w sobie sztucznych substancji nadających zapach, bo osobiście czuję lekką woń mydła). Zawiera też w sobie kwas hialuronowy, który odpowiedzialny jest między innymi za prawidłowe nawilżenie i ujędrnienie skóry.


Moje obserwacje?
Moja skóra chyba nigdy nie wyglądała tak dobrze bez makijażu. W dodatku widocznie zauważalny jest naturalny połysk, coś do czego dążą przede wszystkim Koreanki i Japonki. Moja skóra na zdjęciu nie jest tłusta ani pokryta rozświetlaczem, to jedynie efekty które zauważyłam odkąd używam tego żelu raz-dwa razy dziennie. Poza tym moja skóra jest nieco jędrniejsza i "twardsza" - ma po prostu więcej życia w sobie ;)


Żel kupiłam w promocyjnej cenie około 20 zł, standardowo kosztuje prawdopodobnie koło 40 zł. Myślę jednak, że cena ta nadal jest całkiem rozsądna, zważywszy na to ile produktu jest nam potrzebne, a jak duża jest tubka. W dodatku efekty są zadowalające bo widać, że żel nie tylko oczyszcza naszą skórę, ale i o nią dba. Dawno nie byłam tak zadowolona z jakiegoś kosmetyku.

Jak powszechnie wiadomo azjatyckie kosmetyki są w większości wypadków rewelacyjne jeśli chodzi o dbanie o cerę, dlatego jeżeli macie okazję i ochotę, zdecydowanie polecam dać tej firmie szansę. Nie mam niestety pojęcia jak kosmetyki dostępne w Rossmanie mają się do różnych typów cery, osobiście mam cerę mieszaną i u mnie sam żel sprawdza się rewelacyjnie.

Mieliście już kiedyś styczność z tą firmą? Może polecacie coś jeszcze?
Do przeczytania~♥


Ask ✩ Instagram
Snapchat: milkypinku
Fanpage: KLIK

03.07.2017

POKOCHAJ SIEBIE: Poznaj siebie.

Samopoznanie się to tak naprawdę klucz do tego, by siebie zaakceptować. To trudna rzecz, przeanalizować swój charakter, zachowanie i wiedzieć, co sobą reprezentujemy. Nie znając siebie możemy czuć się zagubieni, niepewni, dlatego moim zdaniem, wnioskując z własnego doświadczenia uważam, że warto czasem usiąść i nad tym pomyśleć, zrobić sobie listę lub po prostu poukładać pewne rzeczy w głowie i wyznaczyć sobie cele. Co prawda, poznajemy samych siebie całe życie, jednak w pewnym jego momencie mamy już na tyle wykształtowaną osobowość, że można śmiało dostrzec wiele swoich cech. Wtedy wiemy nad czym pracować, co możemy zmienić, a co w nas jest fajne i dobre.

Co to znaczy "poznać siebie"?
To przede wszystkim świadomość tego w co się wierzy, jakie ma się przekonania, co nami kieruje, ale także nieco prostsze rzeczy, jak nasze cechy charakteru, charakterystyczne zachowania. Przykładowo, swego czasu zaważyłam, że zbyt często mam nijakie zdanie na jakiś temat - często ulegałam opiniom innym, bo sama nie znałam danego tematu. Postanowiłam to zmienić i gdy poznaję nowe zagadnienia czy sytuacje - robię rozeznanie na własną rękę i wtedy wyrabiam sobie własną opinię. Jasne, nie w każdym temacie to jest możliwe, ale chciałam dać przykład jak można zauważyć pewne potencjalnie złe cechy i pracować nad nimi, aby - dla samego siebie - dokształcić swój charakter.
Bardzo ważnym aspektem jest jednak dostrzeżenie także dobrych cech. Nie wszystkie są z góry oceniane jako te lubiane przez innych - to już wasza wola, co postanowicie uznać za cechy które w sobie lubicie a cechy, które chcecie zmienić. Nie można jednak odwracać kota ogonem i doszukiwać się w sobie samego zła - każdy ma walory, które są pozytywne i warto je dostrzec i polubić. Jesteś miła? Super, szczera? To się ceni, chociaż niektórzy szczere osoby postrzegają jako te wredne. Najważniejsze, żeby samemu "stworzyć" siebie takiego, jakim chce się być, bo jestem zdania, że zawsze warto się dokształcać, polepszać i zmienianie negatywnych cech nie jest wcale zmienianiem się w innego człowieka.


cr: helenedelmaire

06.06.2017

Za czym tęsknię w k-popie?

Siedzę w kpopie już 6 lat. Wiadomo, człowiek z wiekiem wiele zaczyna rozumieć i czasami nie jest już tak podekscytowany tym samym, co kiedyś. Mimo to sentyment do wielu rzeczy pozostaje i przykro mi patrzeć, jak wiele się zmienia, jak znika wszystko to, co tak bardzo lubiłam. Myślę, że wiele osób znające hallyu dłużej niż 2-3 lata doskonale wie, co mam na myśli.

Swego czasu najpopularniejsze i najlepsze zespoły się rozpadają - Sistar, 2NE1, Wonder Girls, T-ara, MBLAQ, 4Minute.

Nie każdego zespołu byłam fanką, ale wiele z nieistniejących już zespołów znałam, lubiłam słuchać ich nowych singli, byłam ciekawa co nowego stworzyli. Wymieniłam tylko przychodzące mi pierwsze na myśl zespoły, a było ich wiele więcej. To oczywiste, że każdy zespół ma swój czas, ale jednak ten sentyment sprawia, że myśl, iż nigdy nie usłyszy się już ich nowej piosenki, jest przykra.

Sulli z f(x)

31.05.2017

Sztuczne rzęsy: PRZEDŁUŻANE VS DOKLEJANE

Długie rzęsy to od wieków ogromny atut - powiększają oko, nadają twarzy delikatności i kobiecości. Jak wiadomo, nie każdego natura obdarzyła pięknymi i długimi rzęsami, ale kobieta zawsze znajdzie rozwiązanie - tak oto dzisiaj mamy nie tylko różnorakie odżywki do rzęs, ale także sztuczne, doklejane rzęsy oraz przedłużane, dodatkowo posiadające szeroki wachlarz wyborów - metody 1:1, 2:1, 3D... Ale co wybrać, jeśli chcemy już pokusić się na taki krok?

Stąd dzisiaj przedstawię Wam krótko i treściwie plusy i minusy obu tych metod, bo sama miałam okazję wypróbować obu w przeciągu pół roku.


Przedłużane


Doklejane

Przedłużane:                                                                           Doklejane:
- cena: od ok. 100 zł                                                                     + cena: nawet od 10 zł
- po ich wykonaniu należy uważać                                          + możemy ściągnąć je kiedy tylko
przy zmywaniu makijażu                                                         chcemy
+ nie widać, że są sztuczne, przynajmniej                              - trzeba dobrze je przykleić, żeby
nie na pierwszy rzut oka                                                           nie odklejały się i wyglądały wiarygodnie                                                                                                    
+ wystarczy je przeczesywać, tuszowanie                               - trzeba je myć z kleju i tuszu, który jest
jest zbędne                                                                              potrzebny, żeby stopiły się z naszymi naturalnymi rzęsami
- gdy wypadają, wyglądają nieestetycznie                              - wymagają kleju, aby ich używać
- to inwazyjna metoda, która może zniszczyć                         + żywotność wynosi około pół roku lub i więcej                                                                                       nasze rzęsy (moje odrosły normalnie)                    + istnieje ogromny wybór wśród doklejanych rzęs
- żywotność to około 2-3 tygodnie
- gdy już je zrobimy, nie możemy ot tak zmienić
sobie metody ich wykonania


Osobiście mój wybór padł na doklejane rzęsy z dwóch powodów - szkoda mi moich rzęs oraz pieniędzy na uzupełnienie ich co miesiąc. Gdybym nie miała co robić z pieniędzmi, to zapewne pokusiłabym się o przedłużane rzęsy, bo wtedy nawet bez makijażu, wstając rano, wyglądamy świeżo i po prostu lepiej. Na razie jednak wybrałam te doklejane, i co prawda sama sztuka ich zakładania na początku sprawia trochę kłopotu, to myślę że kilka tutoriali na Youtube i trochę praktyki wystarczy ;)
Przedłużane rzęsy mają ten minus, że wypadają nam nasze rzęsy i musimy poczekać potem, aż odrosną. Bałam się trochę, że zostanę "łysa" na oku, ale na szczęście urosły mi takiej samej długości jak przed zabiegiem.

Osobiście polecam którąkolwiek z tych metod osobom, które lubią zabawę wizerunkiem, lub chcą zmienić coś w swojej aparycji, bo na przykład z natury mają krótkie rzęsy.

Podobają się Wam sztuczne rzęsy? Którą metodę wolicie? A może preferujecie naturalność? 

Ask ✩ Instagram
Snapchat: milkypinku


28.05.2017

POKOCHAJ SIEBIE: Zamień kompleksy w swoje atrybuty.


Chyba każdy ma coś, czego w sobie nie lubi. W świecie, w którym wygląd odgrywa kluczową rolę, niemożliwym jest, by nie przejmować się swoją aparycją. Bo to, jakie ktoś odda pierwsze wrażenie, jak ktoś ubiera się, maluje, jak gestykuluje i jak prezentuje się w całości sprawia, że postrzegamy tą osobę na różne sposoby, dobre bądź złe, mamy o niej pozytywne lub negatywne zdanie już na podstawie samej prezencji. Mamy tendencję do oceniania człowieka na podstawie wyglądu, i chociaż nie powinno oceniać się książki po okładce, to jednak najwidoczniej leży to w naszej naturze.
Do tego dochodzi fakt, że media narzucają nam nowe trendy, jak kto ma wyglądać - pamiętam, że jeszcze 2 lata temu była moda na szczupłe czy wręcz chude dziewczyny, tennis skirts, chokery i koszulki z naszywką kosmity. Teraz trendem są krągłe kształty, ostro zarysowane brwi i pełne usta.
Zapominamy, że każdy z nas rodzi się inny, każdy z nas ma inne geny, inne predyspozycje. Oczywiście, trendy są po to by móc też poznać siebie, zobaczyć w czym czujemy się najlepiej i próbować nowych rzeczy, ale trzeba pamiętać, aby się w tym nie zgubić i robić wszystko z głową.

Wracając do głównego tematu tego postu, panujące trendy często wpędzają nas w kompleksy, lub powiększają te już istniejące. Wiele rzeczy nie lubimy w sobie już od wczesnego dzieciństwa, a z wiekiem albo się przyzwyczajamy, albo popadamy w coraz większą paranoję na temat danej cechy, której nie lubimy. Pytanie, które należy sobie zadać, jest proste - czy warto marnować czas na użalanie się nad jedną rzeczą, która nam przeszkadza i tracić radość z życia? Często najprostszym sposobem na "zapomnienie" o naszych wadach, jest podkreślenie naszych atutów. Jeśli uważacie, że takowych nie macie - to żebyście się nie zdziwiły ;). Idźcie spytać mamy, taty, brata, koleżanki. Jeśli Wy nie widzicie swoich pozytywnych cech, to niech inni Wam je pokażą.
Czasami wystarczy inaczej pomyśleć o swoim kompleksie, rzucić na to inne światło. Długi nos? Ale przynajmniej prosty. Małe usta? Zawsze można je ładnie uwydatnić kredką, która subtelnie  je uwydatni, a nadal będą delikatne. Trądzik? Wizyta u dermatologa, dobra dieta, kosmetyki i z tego też da się wyjść. Mi samej wiele kompleksów udało się zamienić w zalety bądź po prostu w cechy, które już mnie tak nie obchodzą. Trzeba zdać sobie sprawę, że bardzo dużo można zmienić, wiele trzeba zaakceptować i polubić, trzeba - bo mamy czuć się dobrze we własnej skórze :) Poza tym często jest tak, że inni ludzie nie dostrzegają naszych "wad", póki sami nie zwracamy na nie uwagi. Stąd sama nigdy nie mówię o swoich kompleksach - jeśli inni nie będą o nich wiedzieć, to całkiem możliwe, że ich nie zauważą ;)

Ważne jest, żeby pamiętać, że nie żyjemy życiem innych, ani nigdy nie znajdziemy się w ich ciele. Często zazdrość i widok pięknych sylwetek czy twarzy nas dodatkowo dołuje, ale często zapominamy, że my też możemy być "ideałem" dla kogoś - bo każdemu podoba się coś innego, a my mamy swoje ciało, które możemy ulepszyć (mówię o całości, nie jedynie o sylwetce) po swojemu, w granicach naszych możliwości. Przykładowo wiem, że nigdy nie osiągnę pięknych szerokich bioder, bo to zwyczajnie rola kości, których nie zmienię, ale mogę zawsze pracować nad nabraniem wagi, co zaokrągli moje biodra (kiedyś dzięki dodatkowym 5 kilogramom miałam w biodrach o kilka centymetrów więcej, co jest chyba logiczne). Zawsze jest wyjście, wystarczy spojrzeć na siebie obiektywnym okiem. Bo dlaczego mamy być dla siebie okrutni?

Na drodze do polubienia i zaakceptowania siebie spotkacie dni, gdy będziecie mieć doła, gdy będzie Wam smutno lub gdy uznacie, że to niemożliwe. To normalny etap, który trzeba dzielnie przejść i starać się, aby pozytywne i budujące myślenie wróciło. Najważniejsze jest, abyście nie porównywali się do innych, bo zamiast sobie pomóc, tylko wkopujecie się w większe kompleksy i smutki. A chyba nie o to chodzi, prawda?
Czasem warto wyłączyć Instagrama, Tumblr, spojrzeć w lustro i pomyśleć - biorę się za siebie i swoją samoakceptację, nie patrząc na wyfotoszopowane ideały z Internetu.

Życzę powodzenia każdemu, kto podejmie się walki ze samym sobą - bo tak naprawdę o to tu chodzi. I nie mówię tu tylko o wyglądzie, ale także o naszych charakterach czy problemach w życiu. Stąd też pytanie, czy chcecie podobny post, ale poświęcony osobowości? W końcu nie tylko wygląd może być naszym kompleksem i nie tylko nad nim warto pracować.

Czułam się niekomfortowo gdy zapuszczałam grzywkę, miałam wrażenie, że robię dziwne miny, ale z czasem przyzwyczaiłam siędo odkrytego czoła i widocznych brwi ;) 


Ask ✩ Instagram
Snapchat: milkypinku

03.05.2017

Dla gimnazjalistów: Moja opinia na temat biol-chemu

Cześć!
Kilka osób poprosiło mnie, żebym podzieliła się swoją opinią na temat profilu biologiczno-chemicznego w liceum. Rzecz jasna, wszystko zależy od szkoły, nauczycieli i Was samych - stąd wszystko, co tu napiszę, to subiektywna opinia i jedynie moje własne odczucia. Nie wiem czy pisanie osobnego postu w tym celu ma sens, no ale - przynajmniej nigdzie się nie zgubi, a Wam być może się przyda.
Idąc na ten profil wiedziałam tyle, że nie chcę iść na humana i tyle, że lubię biologię człowieka. W gimnazjum z chemią też radziłam sobie nieźle. Z matematyki byłam noga, dupa, pięta Achillesa, wszystkie najgorsze przysłowia i frazeologizmy razem...A czekała mnie rozszerzona. Nie bałam się jednak tego, bo jestem takim człowiekiem, że nie ma w mojej głowie "nie umiem", tylko "poradzę sobie i się nauczę".
No i sobie poradziłam - na rozszerzeniu, z korepetycjami raz w tygodniu i własnym zapałem, co roku kończyłam z czwórką na koniec. Jednak pomijając to, pewnie chcecie wiedzieć, czy biologia i chemia to faktycznie takie piekło i wydrapywanie sobie oczu?
Jeśli planujecie iść na medycynę bądź coś związanego z kierunkami medycznymi - tak, to będzie piekło, jeżeli nie jesteście stworzeni do nauki takich rzeczy i do przyswajania tylu różnych pojęć. Uczycie się wszystkiego, od budowy poszczególnych tkanek roślinnych po hormony wydzielane przez każdy gruczoł w waszym organizmie. Mi osobiście wszelkie tematy dotyczące roślin wychodziły z głowy godzinę po nauce, nie umiałam tego przyswoić choćbym nie wiem ile nad tym siedziała. Z człowiekiem było łatwiej, bo zwyczajnie to lubię, ale nadal - uczycie się to coraz bardziej szczegółowych rzeczy. Nie mniej jednak jeżeli nie celujecie w tak trudne kierunki, jeżeli chcecie po prostu całkiem dobrze zdać przedmiot - nie ma tragedii, aczkolwiek to też zależy od tego, jak nauczyciel ocenia i jakie ma wymagania.
Co do chemii, ja z chemią miałam problem przez 3 lata może 3-4 razy, przy działach pokroju termochemia czy tych związanych z fizyką. Chemię trzeba rozumieć, tutaj nie ma takiego ogromu teorii jak z biologii, są rzeczy banalne, oczywiste i rzeczy trudne, obliczeniowe. Systematyczność daje naprawdę dużo, a z każdym problemem można iść do nauczyciela.

Jeśli nie jesteście typowymi językowcami/humanistami, myślę że warto pokusić się na ten kierunek, jeżeli nie jesteście pewni swojej przyszłości. Daje to zawsze szanse na lepszą decyzję przed studiami, bo biologii rozszerzonej po humanie nie zdacie ;) Chyba, że ktoś uczy się od 1 klasy samodzielnie w domu, ale gdzie tu sens.

Powodzenia w wyborze szkoły jak i kierunku, pamiętajcie, że profil w liceum nie decyduje w 100% o całej waszej przyszłości, także bez zmartwień!

Ask ✩ Instagram
Snapchat: milkypinku

ja młodsza o jakieś 2 lata stresu </3


15.04.2017

SERIA: Pokochaj siebie!


Cześć!
Przerwa od bloga zdecydowanie była mi potrzebna - musiałam zregenerować siły, nabrać ochoty i nowych pomysłów na posty. Bądź co bądź, wpisy nadal nie będą się pojawiały regularnie - dopóki nie będę po maturach. Jednak pamiętam o Was cały czas - nie myślcie sobie, że nie! W dodatku przychodzę do Was z kolejną nowością, której na pewno będę się trzymać.
Jak może wiecie, interesuję się psychologią. Uważam, że to naprawdę trudna dziedzina - w końcu jeżeli mamy złamaną kość wystarczy ją usztywnić gipsem, natomiast jeśli problem siedzi w głowie, jego rozwiązanie nie jest już takie łatwe. Tak samo samoocena i pojęcie o samym sobie pochodzi z naszego mózgu - jeżeli ktoś cierpi na tzw. social anxiety czy depresję, jest bardziej podatny na impulsy z otoczenia, które przekazują mu jasną "informację", że ten ktoś jest gorszą osobą niż reszta. Oczywiście, również osoby w pełni zdrowe mogą mieć zaniżoną samoocenę - mogę się założyć, że co druga czy trzecia osoba czytająca teraz te słowa, sama zdaje sobie sprawę z tego, jak nisko siebie postrzega. Problem niskiego poczucia wartości tyczy się w większości kobiet - mogę to stwierdzić bez bycia ekspertem w tej dziedzinie. To nam (w dużej mierze) media narzucają to, jak mamy wyglądać, co robić i jak się zachowywać, aby być na topie. Tysiące dziewcząt podąża za modą, tyle, że moda jak to moda - co chwilę ulega zmianom.
W takim procesie bardzo łatwo zatracić siebie, bo ciągle podążamy za tym, co najmodniejsze, zupełnie nie dopatrując się w tym sensu czy swoich wartości. Gubimy siebie, i sama siebie na tym złapałam - dlatego teraz piszę dla tych, którzy mają ten problem i nie widzą go, bądź widzą i nie wiedzą, jak z tym walczyć. Jak na nowo poznać siebie, jak polubić siebie taką jaką się jest a nie taką, jakiej chcą nas media.
Z tego powodu postanowiłam zacząć serię postów na temat samodoskonalenia - jak już mówiłam, nie jestem żadnym znawcą, nikim wykształconym w tym kierunku - ale na bazie własnego doświadczenia, własnych przemyśleń czy opinii, będę waszą "dobrą przyjaciółką", która postara się Wam doradzić i pokierować trochę na dobry tor, na drogę w kierunku samoakceptacji i kochania siebie. Sama miałam w tej kwestii "efekt jojo" - kiedyś akceptowałam siebie i byłam pewną dziewczyną, później moja samoocena dramatycznie spadła, a teraz - znowu się podnosi, a to wszystko dzięki zmianie myślenia, która okazuje się być kluczowa do postawienia kroku w przód.
Mam nadzieję, że razem ze mną będziecie podnosić swoje samooceny, pielęgnować miłość do samych siebie i stawiać sobie nowe wyzwania, a wszystko to z jednego, prostego powodu:

Jesteście sami ze sobą od kołyski aż po grób i to ze sobą spędzicie całe życie.

Każdy post z tej serii poświęcę innej tematyce i innemu problemowi - mam nadzieję, że będziecie ich wyczekiwać równie bardzo jak ja :)

Do przeczytania! ♥

Ask ✩ Instagram
Snapchat: milkypinku

26.03.2017

[#11] Inspirujący Tumblr

Ostatnimi czasy rzadko zaglądam nawet na Tumblr. Łatwiej i szybciej jest mi przeglądać Instagrama, ale mimo to - wolę trzymać się dodawania tumblrowych postów ;) Ciężko czasem znaleźć prawdziwe perełki, z którymi chciałabym podzielić się i z Wami - staram się nie wstawiać byle czego tylko to, co naprawdę mi się spodobało i co może spodobać się Wam. Nie przedłużając - dzisiaj garstka nieco wiosennych inspiracji!


Dani obserwuję na Instagramie (@arrestthisgal), często podobają mi się jej outfity a to jeden z tych, które mnie ostatnio zauroczył. Prosty, z akcentem różu i wygodny.

09.03.2017

Piosenki, które podnoszą na duchu

Muzyka ma różny przekaz, ludzie różnie ją interpretują i w rożnych celach jej używają - do tego jest stworzona. Osobiście jestem otwarta i dla mnie muzyka wcale nie musi mieć przekazu - ile jest świetnych hitów, do których można potańczyć! Istnieje jednak wiele piosenek, które swoim tekstem, w połączeniu z odpowiednim brzmieniem, potrafią podnieść nas na duchu, zmotywować do działania czy wpuścić w nas trochę wiary w siebie. Czasami wystarczy muzyka, aby wyjść z doła. Podzielę się z Wami tymi piosenkami, które dokładnie tak działają na mnie - jednak bardziej niż na samym brzmieniu skupię się na tekście.

♥ Maroon 5 "Don't Wanna Know"



Piosenka co prawda opowiada o rozstaniu, ale jak dla mnie jest pomocna wtedy, gdy myślę o dawnych znajomych. Pomaga mi przekonać samą siebie, że nie interesują mnie już te stare, nieraz toksyczne znajomości, niewiedza czasem bywa lepsza niż nagminna ciekawość.

♥ Selena Gomez & Kygo "It ain't me"



Czasami, gdy nasze relacje z innymi nie są najlepsze, możemy czuć się winni nawet, gdy nie jest to nasza wina. Tekst tej piosenki ma, jak dla mnie wydźwięk - "kto to dla ciebie zrobi, jeżeli nie ja?". Jeżeli staramy się być jak najlepszymi przyjaciółmi dla innych, nie mamy powodów, by czuć się winnymi. Trzeba znać swoją wartość, a nasze dobre gesty powinny być doceniane, aby relacja była zdrowa. W przypadku toksycznych przyjaźni warto powiedzieć, tak jak w piosence - osobą będącą przy tobie nie będę już ja.

BTS "A Supplementary Story: You Never Walk Alone"



Nieraz możemy czuć się samotni, bezsilni i do niczego. Ludzie mają tendencje do powątpiewania w siebie. Zapominamy jednak, że mamy rodzinę, znajomych, czasami rodzina to jedyni przyjaciele, czasem przyjaciele to jedyna rodzina. Trzeba doceniać obecne, trwające przy nas osoby, a zamiast dołować się - wziąć sprawy w swoje ręce. Jak to w piosence - czołgaj się, idź, biegaj. Ale zawsze dąż do celu.

04.03.2017

BTS "WINGS: You Never Walk Alone"



13 lutego BTS powrócili z repackage'm swojego albumu Wings, o nazwie "You Never Walk Alone". Tak jak Wings, album zawiera 14 piosenek + cztery dodatkowe: "Spring Day", "Not Today", "Outro: Wings" i "A Supplementary Story: You Never Walk Alone". Bardzo podoba mi się przekaz tej ostatniej, dlatego wszystkich chętnych zachęcam do zapoznania się z tłumaczeniem.
Album ukazał się w dwóch wersjach, które różnią się okładką i zdjęciami, a w środku znajdziemy, jak zawsze, kartę - w preorderze otrzymuje się również standie.


25.02.2017

DRAMA: To The Beautiful You


Obejrzenie tej dramy zajęło mi...długo. Niby fajna, ale jednak oglądanie jej było czasami męczące. Ostatecznie zmotywowałam się do tego, żeby skończyć ją oglądać ;)

Tytuł: To The Beautiful You / For You in Full Blossom
Oryginalny tytuł: 아름다운 그대에게 (Areudaun Geudaeege)
Gatunek: Komedia romantyczna
Rok wydania: 2012
Ilość odcinków: 16
Główni bohaterowie: Goo Jae Hee (Sulli), Kang Tae Jun (Choi Minho)

Cała drama koncentruje się na Goo Jae Hee - dziewczynie która, udając chłopaka, przylatuje do Korei i zapisuje się do szkoły dla osobników płci męskiej. Wszystko dlatego, aby zobaczyć jak jej idol - Kang Tae Jun - ponownie skacze w zawodach w skoku o tyczce. Przez całą dramę jesteśmy świadkami różnych przygód dziewczyny i jej przyjaciół - min. Cha Eun Gyeola, który obawia się, że jest zakochany w "chłopaku" czy przeciwnika Tae Juna, który próbuje już na zawsze zaprzepaścić karierę chłopaka. Czy dziewczynie uda się ukryć swoją płeć? Tego dowiemy się jedynie oglądając.

Z początku dosyć sceptycznie podchodziłam do tej dramy i rzadko kiedy udawało się jej mnie wciągnąć. Zdecydowanie zbyt naciągany jest dla mnie fakt, że nikt nie dostrzegł płci Sulli, jednak mimo wszystko oglądało się przyjemnie, chociaż niektóre sceny nieco się dłużyły.

Plusy: 
+ Oprawa muzyczna
 + Ładnie ukazane sceny

Minusy: 
- Niektóre sceny się przeciągały
- Lekko naciągany wątek, niewiarygodne sytuacje mimo realnej fabuły dramy (tj. brak jednorożców i supermana).

 Moja ocena:



Ask ✩ Instagram

22.02.2017

[RECENZJA] Too Faced "Sweet Peach"


Sweet peach już w zeszłe wakacje była ogromnym fenomenem - paleta była limitowana, w krótkim czasie była wyprzedana. Too Faced postanowiło jednak nie tylko przywrócić paletę już na stałe, ale stworzyła całą kolekcję brzoskwiniowych kosmetyków - rozświetlacze, pomadki, róże. Dzisiaj skupimy się jednak tylko na palecie, którą dostałam w prezencie na urodziny od Zochy, Julki i Jung (post o spotkaniu z pierwszymi dwoma wspomnianymi dziewczynami: KLIK). Byłam właśnie jedną z osób, która spóźniła się na zakup tej palety, dlatego baaardzo się ucieszyłam, gdy dziewczyny mi ją podarowały ♥


Opakowanie jest identyczne jak w przypadku pozostałych czekoladek - metalowe, a do pudełka załączona jest karteczka z propozycjami makijaży (które są zawsze totalnie basic i brzydkie, to tylko moja opinia). Jednak tym razem w palecie znajdziemy 18 cieni, a nie tak jak w przypadku niektórych palet Too Faced - 16, przy czym dwa są większe i grają zazwyczaj rolę rozświetlacza i bazy.

17.02.2017

Szwecja

10 lutego, godzina 10, lotnisko w Katowicach - przede mną pierwszy w życiu lot samolotem. Co prawda tylko godzinny, ale podekscytowanie i tak jest, strachu zero, chociaż widzę kilku potencjalnych terrorystów. Moim celem była Szwecja - leciałam odwiedzić na tydzień przyjaciółkę, z którą znam się od ponad 8 lat, a widziałyśmy się na żywo tylko raz.


Wylądowałam w Malmö po godzinie dwunastej. Stamtąd Aleks odebrała mnie razem z mamą - i zaczął się nasz wspólny tydzień.
Właściwie codziennie odwiedzałyśmy różne miejsca - nawet jak tylko na chwilę, bo do wielu miejsc miałyśmy blisko. Najpierw miałam okazję zwiedzić jej małe miasto, kolejnego dnia wybrałyśmy się do Kristianstadu do muzeum i galerii.


03.02.2017

Moje 19-naste urodziny z Jirin i Hyomin

Cześć!
Na swoje dziewiętnaste urodziny postanowiłam zaprosić do siebie Zochę i Julkę, czyli Jirin i Hyomin, bo dziewczyny miały ferie, a urodziny chciałam spędzić w fajnym gronie. Przyjechały do mnie 19 stycznia, odebrałam je z dworca (muszę nauczyć się parkować równolegle) i pojechałyśmy do mnie, gdzie przygotowałam im obiad ze swojej diety, bo co się będę. Dzień ich przyjazdu był spokojny, bo wszystkie byłyśmy zmęczone - zrobiłyśmy spożywcze zakupy i oglądałyśmy "Pięćdziesiat twarzy Greya" ;) 



W piątek wybrałyśmy się na moją przedstudniówkową próbę poloneza, a wieczorem poszłyśmy do mojej starej pracy coś zjeść i napić się piwa w babskim towarzystwie. Dziewczynom tak spodobało się miejsce, że urządziły sobie sesję zdjęciową ;)



01.02.2017

[RECENZJA] Urban Decay "Naked 3"



Paletę Naked 3 z Urban Decay dostałam już rok temu na urodziny, ale dopiero niedawno kilka osób zaproponowało, żebym zrobiła recenzję tej palety. Naked 3 to jedyna paleta z tej serii, która mi się podoba - chyba nic dziwnego, skoro kocham różowy kolor. Miałam też okazję porównać ją z "podróbką" z Makeup Revolution, ale że nie mam zdjęć, to na ten temat nie będę się rozpisywać i skupię się na samej palecie.



30.01.2017

Decluttering, czyli wejście w minimalizm

Są ludzie, którzy lubią minimalizm i ludzie, którym najlepiej myśli się w "artystycznym nieładzie". Większość osób jednak woli, gdy jest porządek - często artystyczny nieład to jedynie wynik tego, że ktoś bardzo nie lubi sprzątać. Jednak czy ktokolwiek lubi mieć bezużyteczne rzeczy, często takie o których istnieniu nie pamiętał od dawna? Sama jestem typem osoby sentymentalnej, która najchętniej wszystko zostawiłaby "na pamiątkę". Jednak spróbowałam kiedyś declutteringu, wtedy nawet nie wiedząc, że jest określenie na coś takiego (właściwie to tylko angielskie słowo...) - podczas sprzątania postanowiłam wyrzucić lub odłożyć (do oddania komuś) rzeczy, których nie używałam bardzo długo i które nie były mi potrzebne. Z racji tego, że często mam sentyment, niektóre rzeczy odkładam do pudełka żeby sprawdzić, czy w najbliższym czasie ich użyje. Gdy przeprowadziłam się do nowego pokoju tak naprawdę wręcz musiałam pozbyć się niepotrzebnych rzeczy - chciałam, żeby mój pokój był schludny i nie tak zagracony jak poprzedni. Chociażby porównując pokoje moich znajomych, zdecydowanie lepiej czułam się w tych, w których - przynajmniej na wierzchu ;) - było bardzo mało rzeczy.

Katrin ma kilka filmików na temat jej przygody z minimalizmem

Osobiście sprzątając w ten sposób, czuję pewną satysfakcję - mam porządek, mniejszy wybór, mniej zbędnych drobiazgów, mniej koszulek, w których od 2 lat nie chodzę. Mimo bycia sentymentalną osobą, lubię pozbywać się szpargałów. Oczywiście listy, kartki i inne rzeczy, które są nieużywane ale otrzymane od kogoś, trzymam w pudełku pod łóżkiem. To nie tak, że wywalam wszystko, co się kurzy, ale czasami warto przejrzeć swoje rzeczy i ze szczerym sercem zrezygnować z niektórych.

cr: tumblr

Poza tym decluttering to świetna praktyka przed nadchodzącymi studiami i wyprowadzkami - wtedy przecież nie możemy zabrać ze sobą wszystkiego, a im mniej mamy dy wyboru, tym mniej dylematów co wybrać. Dlatego każdemu polecam, żeby usiąść sobie którejś soboty i porządnie posprzątać tam, gdzie czujecie największy bałagan - w ubraniach, kosmetykach, biżuterii, papierach. Jeżeli czujecie, że wszystko Wam potrzebne -  zawsze możecie wszystko ładnie posegregować lub poukładać, aby wszystko było w ładzie. Z doświadczenia wiem, że przyjemniej korzysta się z czystej przestrzeni i chociaż sama często robię bałagan - zwłaszcza podczas dni szkolnych - to staram się zawsze sprzątać wszystko od razu, aby po prostu czuć się lepiej w swoim otoczeniu.
Może okazać się to też świetna taktyka dla urodzonych bałaganiar, bo przecież im mniej rzeczy tym mniejszy bajzel ;)

Lubicie sprzątać, czy wręcz nienawidzicie tego zajęcia? Może już dawno praktykujecie minimalizm? Piszcie! ♥

Ask ✩ Instagram


07.01.2017

Podsumowanie roku 2016, czyli najgłupsze teksty polskiego k-popowego fandomu

W każdym fandomie są lepsi i gorsi fani - nie powinno się ich szufladkować, bo później, gdy dobry fan przyzna się do swojego ulubionego zespołu, może zostać zmieszany z błotem za nic. Są jednak ludzie, którzy zamiast po fandomie lubią cisnąć po ich ulubionych zespołach - i głównie tego będą tyczyć się najgłupsze teksty polskiego k-popowego fandomu. Z racji tego, że jednym z najpopularniejszych, a zarazem najbardziej znienawidzonych zespołów w Polsce jest BTS - to ich głownie będą tyczyć się przykłady.
Przypominam, że opinia jest subiektywna, a post jest raczej do pośmiania się ;)

✦ "Nie wiem po co wszędzie pchają tego Jungkooka, przecież on nie potrafi śpiewać."

Średnio pod każdym postem o BTS znajdzie się taka opinia. Nie chodzi o to, że jak lwica bronię swojego lwiątka. Chodzi o to, że trzeba być głuchym albo przepełnionym ogromnym hejtem, żeby zarzucać głównemu wokalowi zespołu, który jest naprawdę utalentowany, że wszystkie te linijki dostaje za nic. Pojawiają się też słowa, że zabiera linijki pobocznym wokalom... BigHit wie co robi, poboczny wokal to POBOCZNY wokal, a wystarczy posłuchać licznych coverów czy występów na żywo Jungkooka by wiedzieć, że śpiewać potrafi jak mało kto. Nie każdy musi lubić jego głos, ale chyba warto doceniać żywe talenty w k-popie.


01.01.2017

2017

Długo zastanawiałam się, co napisać w takim poście. 2016 nie był dla mnie łatwy i nie będę wdrażać się w szczegóły, a życzenia noworoczne uważam za oklepane - chociaż nadal składam je innym, z grzeczności i aby pokazać, że o nich pamiętam. Pomyślałam jednak, że mogę napisać, czego bym chciała w 2017 - i napisałam to w formie krótkiego listu.

Drogi 2017.
Nie mam postanowień noworocznych i nie wdrażam w życie planu "nowy rok, nowa ja". Natomiast mam dla ciebie challenge. Bądź lepszy od 2016. Zmniejsz ilość złych życiowych lekcji i stresu, wprowadź więcej miłych wspomnień, pozytywnych wibracji. sukcesów.  Mniej fałszywych i toksycznych znajomych, mniej kłótni, mniej tragedii na świecie, więcej tolerancji i akceptacji. 
Powstrzymuj mnie od złych decyzji, popełniania błędów i stania w miejscu. Zazdroszczę ludziom, którzy mogą powiedzieć, że 2016 był świetnym dla nich rokiem, dlatego moje wyzwanie dla Ciebie - tym razem bądź najlepszy i dla mnie. 


Wam także życzę szczęśliwego nowego roku - pamiętajcie, że bardzo, ale to bardzo dużo, zależy od nas samych.

Do przeczytania ♥

Ask ✩ Instagram