28.05.2017

POKOCHAJ SIEBIE: Zamień kompleksy w swoje atrybuty.


Chyba każdy ma coś, czego w sobie nie lubi. W świecie, w którym wygląd odgrywa kluczową rolę, niemożliwym jest, by nie przejmować się swoją aparycją. Bo to, jakie ktoś odda pierwsze wrażenie, jak ktoś ubiera się, maluje, jak gestykuluje i jak prezentuje się w całości sprawia, że postrzegamy tą osobę na różne sposoby, dobre bądź złe, mamy o niej pozytywne lub negatywne zdanie już na podstawie samej prezencji. Mamy tendencję do oceniania człowieka na podstawie wyglądu, i chociaż nie powinno oceniać się książki po okładce, to jednak najwidoczniej leży to w naszej naturze.
Do tego dochodzi fakt, że media narzucają nam nowe trendy, jak kto ma wyglądać - pamiętam, że jeszcze 2 lata temu była moda na szczupłe czy wręcz chude dziewczyny, tennis skirts, chokery i koszulki z naszywką kosmity. Teraz trendem są krągłe kształty, ostro zarysowane brwi i pełne usta.
Zapominamy, że każdy z nas rodzi się inny, każdy z nas ma inne geny, inne predyspozycje. Oczywiście, trendy są po to by móc też poznać siebie, zobaczyć w czym czujemy się najlepiej i próbować nowych rzeczy, ale trzeba pamiętać, aby się w tym nie zgubić i robić wszystko z głową.

Wracając do głównego tematu tego postu, panujące trendy często wpędzają nas w kompleksy, lub powiększają te już istniejące. Wiele rzeczy nie lubimy w sobie już od wczesnego dzieciństwa, a z wiekiem albo się przyzwyczajamy, albo popadamy w coraz większą paranoję na temat danej cechy, której nie lubimy. Pytanie, które należy sobie zadać, jest proste - czy warto marnować czas na użalanie się nad jedną rzeczą, która nam przeszkadza i tracić radość z życia? Często najprostszym sposobem na "zapomnienie" o naszych wadach, jest podkreślenie naszych atutów. Jeśli uważacie, że takowych nie macie - to żebyście się nie zdziwiły ;). Idźcie spytać mamy, taty, brata, koleżanki. Jeśli Wy nie widzicie swoich pozytywnych cech, to niech inni Wam je pokażą.
Czasami wystarczy inaczej pomyśleć o swoim kompleksie, rzucić na to inne światło. Długi nos? Ale przynajmniej prosty. Małe usta? Zawsze można je ładnie uwydatnić kredką, która subtelnie  je uwydatni, a nadal będą delikatne. Trądzik? Wizyta u dermatologa, dobra dieta, kosmetyki i z tego też da się wyjść. Mi samej wiele kompleksów udało się zamienić w zalety bądź po prostu w cechy, które już mnie tak nie obchodzą. Trzeba zdać sobie sprawę, że bardzo dużo można zmienić, wiele trzeba zaakceptować i polubić, trzeba - bo mamy czuć się dobrze we własnej skórze :) Poza tym często jest tak, że inni ludzie nie dostrzegają naszych "wad", póki sami nie zwracamy na nie uwagi. Stąd sama nigdy nie mówię o swoich kompleksach - jeśli inni nie będą o nich wiedzieć, to całkiem możliwe, że ich nie zauważą ;)

Ważne jest, żeby pamiętać, że nie żyjemy życiem innych, ani nigdy nie znajdziemy się w ich ciele. Często zazdrość i widok pięknych sylwetek czy twarzy nas dodatkowo dołuje, ale często zapominamy, że my też możemy być "ideałem" dla kogoś - bo każdemu podoba się coś innego, a my mamy swoje ciało, które możemy ulepszyć (mówię o całości, nie jedynie o sylwetce) po swojemu, w granicach naszych możliwości. Przykładowo wiem, że nigdy nie osiągnę pięknych szerokich bioder, bo to zwyczajnie rola kości, których nie zmienię, ale mogę zawsze pracować nad nabraniem wagi, co zaokrągli moje biodra (kiedyś dzięki dodatkowym 5 kilogramom miałam w biodrach o kilka centymetrów więcej, co jest chyba logiczne). Zawsze jest wyjście, wystarczy spojrzeć na siebie obiektywnym okiem. Bo dlaczego mamy być dla siebie okrutni?

Na drodze do polubienia i zaakceptowania siebie spotkacie dni, gdy będziecie mieć doła, gdy będzie Wam smutno lub gdy uznacie, że to niemożliwe. To normalny etap, który trzeba dzielnie przejść i starać się, aby pozytywne i budujące myślenie wróciło. Najważniejsze jest, abyście nie porównywali się do innych, bo zamiast sobie pomóc, tylko wkopujecie się w większe kompleksy i smutki. A chyba nie o to chodzi, prawda?
Czasem warto wyłączyć Instagrama, Tumblr, spojrzeć w lustro i pomyśleć - biorę się za siebie i swoją samoakceptację, nie patrząc na wyfotoszopowane ideały z Internetu.

Życzę powodzenia każdemu, kto podejmie się walki ze samym sobą - bo tak naprawdę o to tu chodzi. I nie mówię tu tylko o wyglądzie, ale także o naszych charakterach czy problemach w życiu. Stąd też pytanie, czy chcecie podobny post, ale poświęcony osobowości? W końcu nie tylko wygląd może być naszym kompleksem i nie tylko nad nim warto pracować.

Czułam się niekomfortowo gdy zapuszczałam grzywkę, miałam wrażenie, że robię dziwne miny, ale z czasem przyzwyczaiłam siędo odkrytego czoła i widocznych brwi ;) 


Ask ✩ Instagram
Snapchat: milkypinku

03.05.2017

Dla gimnazjalistów: Moja opinia na temat biol-chemu

Cześć!
Kilka osób poprosiło mnie, żebym podzieliła się swoją opinią na temat profilu biologiczno-chemicznego w liceum. Rzecz jasna, wszystko zależy od szkoły, nauczycieli i Was samych - stąd wszystko, co tu napiszę, to subiektywna opinia i jedynie moje własne odczucia. Nie wiem czy pisanie osobnego postu w tym celu ma sens, no ale - przynajmniej nigdzie się nie zgubi, a Wam być może się przyda.
Idąc na ten profil wiedziałam tyle, że nie chcę iść na humana i tyle, że lubię biologię człowieka. W gimnazjum z chemią też radziłam sobie nieźle. Z matematyki byłam noga, dupa, pięta Achillesa, wszystkie najgorsze przysłowia i frazeologizmy razem...A czekała mnie rozszerzona. Nie bałam się jednak tego, bo jestem takim człowiekiem, że nie ma w mojej głowie "nie umiem", tylko "poradzę sobie i się nauczę".
No i sobie poradziłam - na rozszerzeniu, z korepetycjami raz w tygodniu i własnym zapałem, co roku kończyłam z czwórką na koniec. Jednak pomijając to, pewnie chcecie wiedzieć, czy biologia i chemia to faktycznie takie piekło i wydrapywanie sobie oczu?
Jeśli planujecie iść na medycynę bądź coś związanego z kierunkami medycznymi - tak, to będzie piekło, jeżeli nie jesteście stworzeni do nauki takich rzeczy i do przyswajania tylu różnych pojęć. Uczycie się wszystkiego, od budowy poszczególnych tkanek roślinnych po hormony wydzielane przez każdy gruczoł w waszym organizmie. Mi osobiście wszelkie tematy dotyczące roślin wychodziły z głowy godzinę po nauce, nie umiałam tego przyswoić choćbym nie wiem ile nad tym siedziała. Z człowiekiem było łatwiej, bo zwyczajnie to lubię, ale nadal - uczycie się to coraz bardziej szczegółowych rzeczy. Nie mniej jednak jeżeli nie celujecie w tak trudne kierunki, jeżeli chcecie po prostu całkiem dobrze zdać przedmiot - nie ma tragedii, aczkolwiek to też zależy od tego, jak nauczyciel ocenia i jakie ma wymagania.
Co do chemii, ja z chemią miałam problem przez 3 lata może 3-4 razy, przy działach pokroju termochemia czy tych związanych z fizyką. Chemię trzeba rozumieć, tutaj nie ma takiego ogromu teorii jak z biologii, są rzeczy banalne, oczywiste i rzeczy trudne, obliczeniowe. Systematyczność daje naprawdę dużo, a z każdym problemem można iść do nauczyciela.

Jeśli nie jesteście typowymi językowcami/humanistami, myślę że warto pokusić się na ten kierunek, jeżeli nie jesteście pewni swojej przyszłości. Daje to zawsze szanse na lepszą decyzję przed studiami, bo biologii rozszerzonej po humanie nie zdacie ;) Chyba, że ktoś uczy się od 1 klasy samodzielnie w domu, ale gdzie tu sens.

Powodzenia w wyborze szkoły jak i kierunku, pamiętajcie, że profil w liceum nie decyduje w 100% o całej waszej przyszłości, także bez zmartwień!

Ask ✩ Instagram
Snapchat: milkypinku

ja młodsza o jakieś 2 lata stresu </3