22.02.2017

[RECENZJA] Too Faced "Sweet Peach"


Sweet peach już w zeszłe wakacje była ogromnym fenomenem - paleta była limitowana, w krótkim czasie była wyprzedana. Too Faced postanowiło jednak nie tylko przywrócić paletę już na stałe, ale stworzyła całą kolekcję brzoskwiniowych kosmetyków - rozświetlacze, pomadki, róże. Dzisiaj skupimy się jednak tylko na palecie, którą dostałam w prezencie na urodziny od Zochy, Julki i Jung (post o spotkaniu z pierwszymi dwoma wspomnianymi dziewczynami: KLIK). Byłam właśnie jedną z osób, która spóźniła się na zakup tej palety, dlatego baaardzo się ucieszyłam, gdy dziewczyny mi ją podarowały ♥


Opakowanie jest identyczne jak w przypadku pozostałych czekoladek - metalowe, a do pudełka załączona jest karteczka z propozycjami makijaży (które są zawsze totalnie basic i brzydkie, to tylko moja opinia). Jednak tym razem w palecie znajdziemy 18 cieni, a nie tak jak w przypadku niektórych palet Too Faced - 16, przy czym dwa są większe i grają zazwyczaj rolę rozświetlacza i bazy.



Jak zawsze w przypadku Too Faced mamy tu różnorodność - maty, błyszczące i metaliczne cienie. Cała paleta pachnie brzoskwiniami, nie jest to drażniący, ale przyjemny - jak dla mnie - zapach. Najbardziej zadowolona jestem z cieni w odcieniach różu/brzoskwini i matowych brązów - czyli z just peachy, candied peach, bellini, puree i summer yum. Mają ładną pigmentację, łatwo się je blenduje i raczej się nie osypują. Jedynie georgia ma słaby kolor, nadaje się raczej jako kolor przejściowy i trzeba się z nim trochę napracować.
Jeśli chodzi o pigmentację i sam kolor cienia na skórze, najgorzej sprawdza się cień talk derby to me - w palecie to ciemnofioletowy cień ze świecącymi drobinkami, na mojej ręce - brzydki szaro-czarny. Kolor bless her heart, który naprawdę mi się podoba mimo, że nie przepadam za zielenią, na oku wygląda po prostu gorzej, kolor niby jest, ale to jednak nie to, w dodatku wygląda dosyć dziwnie. Do reszty cieni nie mam raczej żadnych większych zastrzeżeń, niektóre mają naprawdę fajną, kremową konsystencję!




Pigmentacja w większości przypadków jest naprawdę fajna, trwałość cieni mocno zależy od jakości bazy - raz się zdarzyło, że cienie mi spłynęły z oczu, w innych przypadkach zawsze się trzymały, więc wierzę, że są trwałe.
Cena palety to 190 zł i można dostać ją, tak jak pozostałe, w Sephorze. Dodatkowo Too Faced jest cruelty free :)

Co sądzicie o kolorystyce tej palety? Moim zdaniem jest idealna na wiosnę!

Do przeczytania~♥

Ask ✩ Instagram



3 komentarze:

  1. Paletka nie do końca w moich kolorach, palety z Too Faced jakoś mi nie podchodzą kolorystycznie. Chociaż muszę przyznać, że kolor candied peach prezentuje się bardzo ładnie.

    Pozdrawiam ;)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Każdy ma inne gusta! Wolisz kolorystykę nude czy jeszcze inną?
      Pozdrawiam również~

      Usuń
    2. Ja to mam chyba tak ze jakiś kolor musi mi sie po prostu spodobac. Ale większość moich cieni to nudziaki, no i uwielbiam wszelkie złota 😉

      Usuń