21.07.2015

Łódź (◡‿◡✿)

  Minął już ponad tydzień od mojego powrotu z Łodzi, ale dopiero teraz udało mi się zabrać do napisania krótkiej relacji. Bawiłam się świetnie, nie było chwili żebyśmy się nudziły, a co najważniejsze - mogłyśmy wspólnie spędzać czas! To było moje drugie spotkanie z Jirin, ale pierwsze tak długie i pierwszy raz byłam w Łodzi.

  Pierwszego dnia oczywiście był mój przyjazd; na szczęście droga mi się nie dłużyła, chociaż trwała łącznie 4,5 godziny... w mgnieniu oka zajechałam do Łodzi, a po drodze słuchałam opowieści kobiety, która usiadła sobie koło mnie. Nazywała się Ela i miała swoje zdjęcie na tapecie. Poczęstowała mnie cukierkiem. No, dwoma. Chyba nie muszę mówić, że za każdym razem miałam nadzieję że nie są zatrute, nie?
  Jak już Jirin odebrała mnie z tatą z dworca, pojechałśmy do domu. Tego dnia jedyne co to rozpakowałam się, ponagrywałyśmy kilka filmików i potańczyłyśmy dla wygłupów. Rozpakowałyśmy też nasze BTS Memories 2014, z czym Jirin cały czas na mnie czekała ;; ♥

Albumy i naklejki były razem w paczce z DVD, ale nie są moje haha~




  Drugi dzień był chyba najbardziej "pracowity". Byłśmy w muzeum kinematografii, palmiarni, potem zaliczyłyśmy Manufakturę i poszłyśmy do kina! Wyciągnęłam Jirin na horror (nadal nie wiem jak, bo wszyscy moi znajomi którzy nie lubią horrorów nigdy nie dają mi się na nie namówić), "Naznaczony 3". Co jak co, ale sama pierwszy raz tak często zamykałam oczy, chociaż to może dlatego, że ten demon był brzydki...
  Zrobiłśmy też sobie zdjęcia w tym super automacie! A wieczorem obejrzałyśmy film z koncertu w Berlinie, na którym wspólnie byłyśmy.





  Kolejnego dnia spotkałyśmy się z Julią i właśnie zdałam sobie sprawę, że nie mam z nią żadnego zdjęcia... W każdym razie również jest A.R.M.Y, więc świetnie spędziłśmy razem czas! Połaziłśmy razem po galerii.



   Czwarty dzień! Miałyśmy iść zorientować się co z moim fryzjerem, ale skończyło się na tym, że poszłyśmy do Costa Coffee (po raz drugi) i razem z Julką zawędrowałyśmy na basen.


   W środę pojechałyśmy do Warszawy. Tylko ja już na wyjeździe potrafię ubrudzić się cała czekoladą... W każdym razie całą drogę jechałyśmy z BTS puszczonymi na cały regulator, śpiewałyśmy i było fajnie. W samej Warszawie przez ~3 godziny chodziłśmy po Złotych Tarasach, a potem poszłyśmy do Starbucksa.





Najlepsze macchiato jakie piłam

   W czwartek zaliczyłyśmy mojego fryzjera //od którego wyszłam zawiedziona// i w deszcz poleciałyśmy do sklepu, żeby kupić co trzeba do ciasta. Z racji tego, że nie widzimy się na rocznicę koncertu, postanowiłyśmy upiec ciasto teraz!
Wieczorem usiadłyśmy razem z całą rodziną Zochy, z TV leciała muzyka Bangtanów, a jej tata wygłaszał bangtanowe przemówienie haha. Takie tam, żeby Jimin zakochał się w Jirin, a Kook przypadkiem wbił do mojego domu. Całkowicie realne życzenia. Ale mówił też, żeby spotkali dziewczyny które dadzą im dużo potomków, które utworzą "kolejne bitiesy", co już jest niemal pewne. Mam to nagrane, poważnie, za każdym razem płaczę ze śmiechu.


   I tak oto nadchodzi piąteczek piątunio, a mój wyjazd coraz bliżej... po południu wybraliśmy się na kręgle! Kto wygra miał stawiany deser lodowy, ale że coś nam nie wyszło, to po prostu... wszystkie dostałyśmy deser. Tu znowu była z nami Julia, która robiła tego dnia za V, ja a Jimina, a Jirin... za Jirin.


Jak widać fajnie się nazywałyśmy - Hobi (siostra Jirin), V, Jirin i Jimin
   W sobotę zajechałyśmy na chwilę na festiwal kolorów. Byłyśmy tylko na jednym wyrzucie, bo potem i tak kupiłyśmy sobie własny proszek i się nim ładnie obsypałyśmy... gdy wróćiłśmy do domu, posiedziałyśmy trochę na podwórku żeby 'otrzepać' się z kurzu, pograłyśmy w badmintona i pojechałyśmy na pożegnalną pizzę.




  Niedziela była dniem mojego odjazdu. Po 12 miałam autobus, więc już dnia poprzedniego spakowałam się, a rano i tak musiałam siadać na walizce... dlatego robienie zakupów na wyjeździe jest niebezpieczne, kochani. Z tego powodu mimo +30 stopni ubrałam bluzę... po prostu gdzie to cholerstwo schować???



  No i na tym kończy się moja tygodniowa story w Łodzi. Po powrocie poszłam sobie do Starbucksa po macchiato, bo tak mi zasmakowała. Sprzedawca był taki miły, że kurcze bym nie wychodziła. Rzadko spotykam miłych ludzi. Tzn. takich w sklepach, no wiecie. W każdym razie w drodze do domu trochę się wzruszyłam, bo nie chciałam wracać, ale cóż, żyje się dalej, przecież jeszcze kiedyś tam wrócę i jeszcze kiedyś się spotkamy!



Do przeczytania~♥

4 komentarze:

  1. Tyyyle wrażeń <3 Strasznie podoba mi się ta biała spódniczka :3

    OdpowiedzUsuń
  2. Haha, bardzo pozytywny post, a Jirin ma fajnego tatę :D
    Pozdrawiam (:

    OdpowiedzUsuń
  3. Cieszę się, że miło spędziłaś czas wraz z Jirin, Fukoś~
    Życzę ci jak najwięcej takich udanych wyjazdów w te wakacje! ❤

    OdpowiedzUsuń