07.01.2014

Lolicio, czyli jak wszystko się zaczęło

Zostałam zapytana o post o tym, jak zaczęło się u mnie lolicenie i uznałam, że nie jest to w sumie taki zły pomysł. Sweet lolitę poznałam w szóstej klasie podstawówki, razem z fascynacją j-rockiem i j-popem. Wówczas sporą inspiracją była dla mnie Kanon Wakeshima oraz Asuka i Maki - właścicielki firmy Angelic Pretty.
Na początku, gdy niewiele wiedziałam jeszcze o stylu, poprosiłam na gwiazdkę o lolicią sukienkę, jednak teraz z czystym sercem mogę stwierdzić, że średnio lolicia była, przynajmniej jeśli chodzi o print i długość...Jednak na modelce prezentuje się względnie lolicio, więc uznajmy, że była to po prostu moja pierwsza, lolicia sukienka.  Nie mam w niej żadnego zdjęcia, ale sukienka prezentuje się tak:

Zdjęcie ze starej strony Punk Rave
Niedługo potem zakupiłam również skarpetki takie same, jak ma modelka wyżej. Zaczęłam wgłębiać się w lolicią teorię, co jest dozwolone, co nie pasuje - przeszukałam całe internety, by dowiedzieć się wszystkiego i nie być uznawana za "itę", czyli innymi słowy - pseudo lolitę. Śledziłam formspringa najlepszej polskiej lolity, jaka wtedy dla mnie istniała. Wtedy też kupiłam spódnicę od Bodyline, mimo, że nie jest burando firma (innymi słowy - ubrania stamtąd nie są markowe), ale nadal brakowało mi halki oraz bucików. Wtedy wszystko prezentowało się mniej więcej tak:


Brak halki na szczęście nie rzucał się aż tak w oczy, bo spódniczkę dało się napuszyć samym jej uniesieniem. Kiedy nie mogłam znaleźć halki w kształcie dzwonu, która by mi odpowiadała, poprosiłam moją kuzynkę, aby takową mi uszyła. Wszystko zaczęło się wówczas układać w bardziej estetyczną całość.
Jakiś czas później udało mi się wyczaić replikę Angelic Pretty - Milky Chan (obecnie repliki są całkowicie nielegalne, jednak wówczas jeszcze nie były), a że od zawsze marzę ubrania od nich, ale szkoda mi pieniędzy (sukienki kosztują około 1000 zł), skusiłam się na ową sukienkę. Dostałam ją wraz z wristcuffami i headbandem, jednak okazał się a duży (często się to niestety zdarza), kombinowałam jak go ładnie spiąć, ale nie nosiłam go jeszcze nigdy. Wyglądało to mniej więcej tak:


Nieco niepełnie, ale zapomniałam wziąć na konwent koszuli... Chociaż bez wygląda to chyba lepiej. W każdym razie!
Moją następną kiecą była kolejna spódnica z Bodyline, tym razem od Kustry - łapcie kilka zdjęć:


Do tej pory nie mam żadnych innych kiecek, planuję kupić niedługo nowe buciki. Nie wiem, czy kiedyś pożegnam się z lolicią modą zwłaszcza, że w przyszłości nie mogłabym ubierać się tak np. do pracy, ale właśnie dlatego póki jestem młoda korzystam z tego, że mogę nosić co chcę.
Pozwalałam też sobie na mniej "formalne" kreacje, tzn. bez koszul:



I myślę, że na pewno jest to wygodniejsze, i może nieco odbiega od loliciego standardu, to nadal się do lolity zalicza.

A Wy macie jakiś swój ulubiony japoński styl?

2 komentarze:

  1. Uwielbiam lolity, pastel gothki i rokku gyaru. Piękna jest ta niebieska spódniczka.

    nikishii.blogspot.com

    OdpowiedzUsuń
  2. Hm.... moja siostra uwielbia lolity i myśli o uszyciu sobie sukienki w tym stylu ^^ Ja preferuję rokku gyaru i pastel gothy, aczkolwiek nie stylizuję się na nie... Wiem, że nie wyszłoby mi to najlepiej, a nie chcę zniszczyć sobie moich ulubionych stylów ;w;

    OdpowiedzUsuń